Wszystkie wpisy, których autorem jest Operator

Dawno niewidziany znajomy

– Dawno się nie widzieliśmy Danielu.
– Oj tak, minęło kilka miesięcy od naszego ostatniego spotkania.
– Sporo od tego momentu się wydarzyło, w sumie to moja wina, że wcześniej się nie spotkaliśmy.
– Nie przejmuj się miałeś naprawdę dużo roboty.
– Masz rację, wypadałoby skończyć opowiadać tamtą historię.
– Chyba nie ma pośpiechu, kiedyś na pewno to się skończymy, ale w swoim czasie.
– Niby masz rację, ale trochę za długo się to ciągnie, zresztą najwyżej dopowiesz jakieś szczegóły innym razem.

Poddać się, poraz kolejny?

Poddać się, czy to znaczy przegrać? Czy może zrezygnować z bólu, porażki i upokorzenia. Uciec przed cierpieniem czy zrezygnować z niego. Sam nie wiem, w każdym razie za tym pozostaje nie smak. Nie bez powodu cenię motto Special Air Service, pełniących służbę dla jej królewskiej mości. „Who dares win”, czyli „Kto się odważy, ten wygrywa”. Sam nie wiem, wszystko mówi mi, że powinienem się poddać zrezygnować z beznadziejnej sprawy. Jednak pozostaje nadzieja, ona umiera ostatnia i cholera nie chcę zdechnąć, nawet po tym wszystkim. Zresztą inne słowa mówią, niech żywi nie tracą nadziei, na co zawsze po cichu dodaję, martwym jest już wszystko jedno. I jeszcze ta świadomość, że jak się poddam, że nie ma już powrotu. Przekroczę Rubikon, a nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Jeśli się mylę i zrezygnuje, wszystkie moje starania poszły na marne. Z drugiej strony może to tylko złudzenie, a dawno powinienem zrezygnować. W każdym razie teraz cierpię, między innymi, że złamałem zasadę, którą obiecałem sobie przestrzegać. Nie zauważyłem, kiedy przekroczyłem granicę, bo nie byłem świadom pewnej prawidłowości. Teraz cierpię z powodu swojej niewiedzy.

Sam nie wiem, co mam robić, ale chyba jeszcze chwilę zaczekam, pewnie mnie to wykończy, ale trudno żyje się tylko dwa razy. Staram się mieć dobrą minę do złej gry, ale tutaj już mi nie wychodzi, nie starcza mi sił. Chociaż tutaj mogę polec, to na innych miejscach nie mogę, choćbym nie wiem jak było mi źle. Bo tutaj nie chodzi o mnie, tylko o innych. Bo tak naprawdę wszystko mi jedno, ale walka dla innych jest tym co powstrzymuje przed poddaniem się. Bo nie chcę aby się obwiniali i zastanawiali czy to ich wina, chociaż nieraz zostałem zraniony tak, że powinienem to wszystko zostawić w cholerę i dać im do zrozumienia.  Nie chcę, aby cierpieli.  Może jednak jestem tylko głupim głupcem, który walczy dopóki starcza mu sił i jest jakaś nadzieja, ale czy czasem nie warto?

SET EMOTION OFF| ERROR

Ostatnio coraz częściej mam ochotę wyłączyć wszystkie emocje i uczucia. Zachowywać się jak jakiś robot, który bez zastanowienia wykonuje wszystko co do niego należy. Dla jednych przerażająca wizja, dla drugich znaczące ułatwienia życia. Zamiast marzyć o niebieskich migdałach, móc skupić się na nauce i pracy.

Może się dlatego, że przez ich natłok popełniam błędy, których normalnie nie robię. Mówię rzeczy, które wolałbym zachować na później, aby powiedzieć w odpowiednim momencie lub zwyczajnie przemilczeć. A tak nieraz ranię siebie lub kogoś na kim mi zależy. Nie wiadomo czemu oczekuje od kogoś, czegoś co się raczej nie zdarzy. Mam złudne nadzieje, mimo że spodziewam się rozczarowania. Nie mniej jednak staram się stawiać innych ponad sobą. Ale ostatnio sam nie wiem na jak długo starczy mi na to sił.

Wybór

Każdy z nas ma swoje własne zasady. Taki wewnętrzny kodeks moralny, który mówi nam co jest dobre, a co jest zły. Nie jest on jednak całe życie taki sam. Zmienia się wraz z nami i cały czas ewoluuje. Kiedyś nie zdecydowałbym się na wiele rzeczy np. zabójstwo.

To nie znaczy, że kogoś zabiłem. Ani nie planuje takiej rzeczy, ale dla zdecydowanej większości to czyste zło. Pozbawić życia kogokolwiek to pozbawić go jednej z najcenniejszych darów jakie posiada. Wydaje się że życie każdej jednostki jest tyle samo warte, ale kogo zostawisz przy życiu mając do wyboru, chore i biedne dziecko z Afryki, azjatyckiego robotnika i europejskiego naukowca, który jest blisko przełomowego odkrycia.

  • Część osób wybrałoby dziecko, ale jest pewien problem. Teraz ono przeżyje, ale bardzo prawdopodobne że za jakiś czas umrze z głodu lub zginie podczas walk tubylców. Chociaż to może przywódca, który zaprowadzi nareszcie ład w tym regionie.
  • Inni oczywiście wybrali naukowca. Nie masz jednak gwarancji że uda mu się, nie masz też pewności czy nie poświęci ludzkiego życia by osiągnąć to do czego dąży. Być może postąpi moralnie i mu się uda, ale czy na pewno?
  • Nieliczni zdecydowaliby się ocalić azjatyckiego pracownika. Który w swoim nędznym życiu być może nic nie zdziała. Ale może jego syn lub córka, albo nawet on sam zapoczątkuje zmiany w świecie którym żyje.

To wszystko miało pokazać jedno, że każde życie jest równe trzeba na to spojrzeć z odpowiedniej perspektywy, ale czy wiele żyć można poświęcić za jedno, albo jedno za wiele? Wybór w przypadku zamachowca lub innego przestępcy wydaje się jasny. Oni powinni umrzeć, ale czy wybralibyście inaczej będąc na jego miejscu. Przeżywając zamiast niego całe jego życie. Dam sobie rękę uciąć, że nie. Możecie sobie wierzyć lub nie, ale w każdym za każdym szaleńcem, przestępcą i terrorystą, stoi ciąg wydarzeń, wyborów i uczuć które ich do tego doprowadziło, ale to ich nie usprawiedliwia. A mając do wyboru śmierć dziecka i ocalenia 100 innych ludzi wśród których są wasi bliscy, co zrobicie? Co z tego, że to dziecko, które jest niewinne. Większość z was z bólem serca poświęci dziecko. Chociaż nie jest to oczywiste. Łatwiej wtedy operować na bezosobowych liczbach, 1 jest mniejszy od 100. Prosta matematyka, zero uczuć. Gra przestała być przyjemna?
To może czas po raz kolejny podbić stawkę, bo wybór pomiędzy jednym życiem, a wieloma innym zawsze będzie taki sam, chociaż moralnie wątpliwy. Nie ma co gadać o mniejszym źle i takich wyborach, bo zawsze wybiera się tzw. mniejsze szkody dla osoby wybierającej.

To teraz zamiast wielu żyć dam wam świetlaną przyszłość, coś co pchnie ludzkość w nową erę, ale jest haczyk. Nie ma gwarancji, że ludzkość przeżyje, ale jeśli przeżyje to możliwe że nikt przy tym nie zginie. Możesz się wycofać z tego wyboru, ale czy jesteś gotów poświęcić życie milionów, aby uniknąć tej decyzji, ale co to jest przy całej ludzkości. No i jeszcze jedno. Cokolwiek wybierzesz jesteś tym złym, nawet jeśli nikt nie zginie. Co teraz wybierasz? Poświęcisz wszystko dla nieznanej i bardzo niepewnej świetlanej przyszłości. To jest mój problem. Ja już wybrałem. Pozostaje mi czekać na to co teraz nastąpi.

A ty co byś wybrał? Zastanów się!

 

Rozmowa o życzeniach.

– Co robisz?
– Piszę życzenia urodzinowe dla Y.
– Ale to przecież twój śmiertelny wróg!
– No i co z tego. – odpowiadam bez namiętnie.
– To jest co najmniej dziwne, przecież to wróg! W! R! Ó! G! – przeliterował zbulwersowany D.
– Tobie wydaje się dziwne, ale nie dla mnie. Musisz umieć dla każdego okazać szacunek, a szczególnie dla wroga. Jeśli tego nie potrafisz to jesteś na najlepszej drodze do porażki. – wracając do uzupełniania kartki.
– No to po co życzenia, skoro nie masz żadnego prezentu? W końcu on ma chyba n-te urodziny. – wciąż próbujący mnie odciągnąć od mojego celu D.
– No niestety nie mam, chociaż byłby to miłym dodatek. Liczy się pamięć i szacunek dla drugiej osoby, poza tym nie każdego stać aby dać prezent, dla każdego, a złożyć obecnie życzenia to niewielki problem i koszt, potrzebne są tylko chęci.
– Nie wiem czy naprawdę warto składać wszystkim znajomym życzenia, szczególnie kiedy nie pamiętają o twoich urodzinach. – powiedział nie przekonany D.
– A ty pamiętałeś o ich urodzinach?  –
– Tak, ale oni nie. – powiedział markotny D.
– O moich też mało kto pamiętał. Niby mam ponad „140 znajomych” na facebooku gdzie każdy ma przypomnienie o urodzinach, ale niewiele osób złożyło mi życzenia. Tylko zobacz, że czasem w życiu bywa tyle zamieszania, że zapominasz o takiej sprawie, jeśli nie masz z tą osobą ciągłego kontaktu. Jeśli nie w tym roku, to może złożą mi je w następnym roku. Staram się nie oceniać bo nie wiem jak wyglądało to z drugiej strony.
– Chyba masz rację. – powiedział D i zamilkł na chwilę.
Kiedy skończyłem pisać zapytał:
– A propos jak opowiadanie?
– Ech, muszę w końcu usiąść i je dokończyć. Cały czas je odkładam na później, ale wypadałoby je skończyć. – odpowiadam zakłopotany.
– To może weź się do roboty i je skończ. Ja muszę iść do sklepu. Cześć!
– Cześć!

Najtrudniejszy tekst

Dla mnie najtrudniejszym tekstem nie jest jakiś dialog czy skomplikowany opis abstrakcyjne sytuacji czy sceny. Dla mnie najtrudniejszym tekstem jest ostatnia wiadomość, którą otrzymają bliscy w momencie mojej śmierci. Nikt nie poprawi go po Tobie, nie wydasz do niego erraty lub objaśnienia, która przekaże to co miałeś na myśli. Bliscy zinterpretują go przez swój obraz postrzegania świata, bardzo możliwe, że mocno zaburzony twoim odejściem. Można ich na to przygotować, ale nie w pełni. Bo nikt nie jest na to odporny. Siedzę tej nocy i piszę ten tekst, na wszelki wypadek, bo nie wiem co przyniesie jutro. Nasze życie jest tak kruche i ulotne, a my myślimy, że jesteśmy wyjątkowi i niezniszczalni, dopóki świat nie przypomni nam o naszym miejscu. I nie ważne kim jesteśmy, bo w momencie śmierci jesteśmy tak samo bezbronni jak w momencie narodzin. Taki jest urok tańca śmierci, w którym nie ma bogatych i biednych, świeckich i duchowny, pobożnych i grzesznych, bo wszyscy w jej obliczu są tak samo słabi.
Dlatego tworzę tekst, który ma ułatwić im na pogodzenie się z tym stanem rzeczy. Mam nadzieje, że ich nie zmartwi, ale pomoże.

Ja w pewnym stopniu już nie lękam się śmierci, ale witam się z nią jak z starą znajomą, bo kilkukrotnie się już widzieliśmy, ale za każdym razem umawiamy się na później. A im częściej ją widzę, tym łatwiej wystawiam się na ewentualne spotkanie z nią. Jestem głupcem w tym względzie, ale nie zawsze chce być mędrcem. Bo czasem muszę ulec uczuciom, które tłumię i noszę w ukryciu. Ten blog jest trochę dziwny i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. W ciągu najbliższych dni powinno pojawić się opowiadanie, a potem inne mniej markotne i ponure teksty.

Pogrzeb

Pogrzeby, to uroczystości, które zawsze wprawiają w zadumę. Byłem na pogrzeb ojca mego przyjaciela. Zmarł on nagle, chyba nikt tego się nie spodziewał. Jeszcze kilka dni temu miałem pomóc kupić dla niego prezent. Jak mawiał poeta, ks. Twardowski: „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą.”

Czasami zastanawiam się jak wyglądałby mój pogrzeb gdybym teraz umarł. Kto by na niego przyszedł, a kto nie. Co o mnie by powiedzieli i myśleli. W życiu chyba nic tak naprawdę nie osiągnąłem. Moi koledzy piszą i oddają już prace licencjackie, inżynierskie czy magisterskie, oświadczają się i szykują się do życia na własną rękę. A ja nie jako siedzę w miejscu. Udaje że wszystko jest w porządku, tworzę jedną wielką grę pozorów, bo nie chce przyznać się do porażki, którą poniosłem na wszystkich frontach. Zrozumiałem, że jestem tylko kolejnym nic nieznaczącym nieudacznikiem i nie jestem godnym wzorem do naśladowania. Wszystko co osiągnąłem jest niewarte jakiejkolwiek uwagi. Książka nad którą pracuje? Prawda jest taka, że dopóki jej skończę jest nic niewarta.

Jeśli wkrótce bym umarł, to niektórzy byliby zaskoczeni, że w pewnym stopniu jestem gotowy na takie wydarzenie. Jednak po krótkiej zadumie i uroczystości, wróciliby do swego życia. Nie wiem czy ktokolwiek zmieniłby swoje postępowanie, a ja zostałbym zapomniany przez nich i może czasem tylko ktoś odwiedziłby mój grób z okazji święta zmarłych, bo tak wypada, a za 20-30 lat nikt prócz mojej rodziny by go nie odwiedził. Bo w końcu jestem nikim. Panem nikt.

Kim jesteś i dokąd zmierzasz?

– Nie wiem i nie chce wiedzieć, nawet gdybym wiedział, to bym nie odpowiedział.
– To zła odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź brzmi, popracuje w jakiejś korporacji, później założę firmę i może znajdę kogoś z kim ułożę sobie życie.
– Zawsze mam tak odpowiadać?
– Niestety tak. Przecież nie powiesz im czym naprawdę chcesz się zająć. To musi być tajemnica, którą zabierzesz do grobu.
– Czyli nie mogę powiedzieć nikomu.
– Niestety nie, taka jest cena jaką musisz zapłacić.
– Jest duża i zarazem mała.
– Resztę omówimy innym razem.
– A teraz kim jesteś i dokąd zmierzasz?
– Nazywam się …
Sygnał z taśmy się urywa.
– To wszystko co masz?