Wszystkie wpisy, których autorem jest Operator

Koniec przerwy

Po długiej przerwie nie jako przymuszam się do napisania tego wpisu. Mam wiele rzeczy do zrobienia, ale to też muszę w końcu zrobić. Odkładam opowiadanie historii o Daniela, czy pisaniu opowiadań w których głównym bohaterem jest Antonii. Postacie, które w razie potrzeby mógłbym użyć jako legendy. Bo znam je dobrze, chociaż nie są one mną, ani nie chce w 100% być nimi, ale każde moje doświadczenie wzbogaca ich od strony duchowej, bo przekuwam niczym kowal kawałek stali w miecz, me radości i smutki na hart ducha nieznanych nikomu postaci. Nie liczni o nich słyszeli, a tylko 1 osoba ich zna całkiem dobrze.

Brak weny czy strach przed pisaniem?

Czasami się zastanawiam, czemu nie mogę kiedy chce usiąść i pisać. Czy muszę wyćwiczyć w sobie pewien nawyk, tak jak człowiek się przyzwyczaja, że powinien się obudzić np. o 7 rano, wykąpać się, ubrać się i zjeść śniadanie, a potem pobiec do pracy na 9 rano. Ja tak nie potrafię. Budzę się o różnych porach w zależności od dnia tygodnia. Nieraz czuje się przemęczony. Nie wiem co tym wszystkim myśleć. Nie potrafię narzucić sobie jakiegokolwiek reżimu, który pomógłby mi uporządkować dzień, aby znajdować czas na każdą czynność. Na pisanie pracy, książki, sprawozdań czy oprogramowania. Mam dosyć ucieczki w prokrastynację, ale zarazem ma wrażenia, że boję się wyjść ze strefy komfortu. Że zadania mnie przerastają, a tak naprawdę tylko boję się ich podjąć. Sam nie wiem. To chyba strach połączony z lenistwem, coś z czym muszę walczyć.

Czy jest pan szpiegiem? (Opowiadanie)

– Stój! – powiedział twardy męski głos, w momencie gdy coś zimnego dotknęło jego pleców. Nie odwracaj się i nie wykonuj gwałtownych ruchów inaczej zginiesz.
To się nie dzieje naprawdę. To chyba sen. Antoni był w szoku, ale wykonał polecenie.
– Powoli zacznij iść i się nie oglądaj.
To nie może być prawda. Jestem na środku najbardziej ruchliwych ulic, a ktoś od tak mi grozi, na dodatek ma chyba pistolet.
– Czego ode mnie chcesz, jestem nikim.
– Ja tu zadaję pytania, a ty nie jesteś nikim chłopcze. Skręć w kierunku rynku i usiądź na lewym brzegu wolnej ławki przy fontannie.
Antoni zgodnie z poleceniem skręcił na rynek. Fontanna co prawda nie działała, bo była już późna jesień, ale w okolicy wciąż kręciło się mnóstwo ludzi. Mimo to nikt nie zauważył niczego podejrzanego. Każdy szedł zajęty swoim własnym życiem.
– Nie licz, że ktoś zwróci na ciebie uwagę. Gdy usiądziesz, zawiąż buta i wyjmij kartę transflash z pomiędzy płyt chodnikowych i następnie włóż ją do swego telefonu. Masz kilka minut na przejrzenie jej zawartości potem udasz się w kierunku ratusza. Nie próbuj dzwonić lub wysłać smsa i tak nie będziesz w stanie tego zrobić.
Czy to chodzi o dziurę w oprogramowaniu którą znalazłem? Myślałem, że to zamknięty temat.
– Jak wykonasz instrukcje, otrzymasz kolejne polecenie, lepiej nic nie kombinuj.
Antoni miał coś powiedzieć, ale nagle przestał czuć pistolet przy swoich plecach. Mimo to bezwiednie szedł dalej do przodu.
– To chyba, wytwór mojej wyobraźni. – szepnął do siebie. Co się ze mną dzieje? Chyba popadam w paranoje.
Ale czy na pewno?
– Lewy brzeg ławki, usłyszał słaby, ale wyraźny szept. Rozejrzał się dookoła siebie, ale nie zobaczył nikogo kto mógłby mu to powiedzieć.
– Karta pamięci. – powtórzył w myślach. Na co czekasz? – zganił się za opieszałość.
Antoni usiadł na ławce i zgodnie z instrukcją zaczął szukać karty. Zbadał dokładnie wszystko dookoła, ale nie zauważył niczego podejrzanego. Koło lewej nogi ławki, była szczelina, ale nic przy niej nie było poza gumą do żucia. Spojrzał jeszcze raz, ale płyta pod ławką była czysta. Czyżby ktoś zabrał, ją wcześniej? Nie, to nie możliwe.  Musieli ją ukryć tak, aby nikt jej nie zauważył i przypadkiem nie zabrał.
Może ta guma do żucia? Normalnie nikt by tego ruszył, a poza tym świetnie chroni przed wilgocią z zewnątrz. I nie wiele więcej się zastanawiając Antoni schylił się i przejechał butem po gumie. W ogóle nie poczuł jakieś różnicy poza zwykłą płytą. Po czym się schylił, aby zawiązać buta i sprawnym ruchem pociągną za coś co miało być popularnym środkiem odświeżającym oddech. Ku jego zaskoczeniu nie poczuł oporu, a w jego ręku znalazła się substancja konsystencją przypominającą utwardzoną modelinę. W części która znajdowała się wewnątrz szczeliny była pamięć. Antonii nie wiele więcej myśląc wyciągnął kartę, a pokrywkę skrytki wsadził z powrotem. Następnie obejrzał kartę. Wyglądała jak zwykła ze sklepu, więc po przetarciu jej styków palcami wsadził ją do telefonu i odczekał chwilę, aż urządzenie wykryje dodatkowy nośnik. Jego oczom ukazał się komunikat: „Wykryto nie autoryzowaną próbę alokacji pamięci w obszarze systemowym!”
Hmm, spreparowany firmware, ciekawe. – skomentował z lekkim uśmiechem na ustach. Dobrze, że nie używam standardowego oprogramowania inaczej pewnie przejęliby pełną kontrolę nad telefonem. Ku jego zaskoczeniu, karta wyglądała na pustą, chociaż pewnie taka naprawdę nie była.
Czyli zaszyfrowane dane, naprawdę przygotowali tą operację.
Trudno raz kozie śmierć, po czym wyraził zgodę na zaalakowanie pamięci. Jego oczom ukazał się nowy interfejs, który w moment zastąpił dotychczasowy ekran.
„Weryfikacja użytkownika”- po czym przednia kamera się poruszyła, aby z powrotem zastygnąć w bezruchu. Rozpoznano użytkownika.
Witam panie Gniecki, czy może powinienem zwracać się Antoni?
Nie podoba się panu pewnie w jaki sposób jest pan otrzymał tą pamięć i informację. Cóż gdyby nie fakt, że współpracujesz z wrogim dla firmy wywiadem, być może ta rozmowa wyglądałaby inaczej. Jednak z tego powodu muszę Ci złożyć propozycję nie do odrzucenia. Albo zgodzisz się być podwójnym agentem, albo bliskie Ci osoby zginą. Długo się zastanawialiśmy się co z panem zrobić i jak pana zmusić do współpracy. Świetnie pan odegrał niektóre sceny i zachowania, niemal w paru przypadkach uwierzyliśmy, że niektóre znajomości są już przeszłością. Ale po tym ponownie przyjrzeliśmy się dla pana przyjaciół i wtedy zrozumieliśmy, że to pański czuły punkt i próbował pan ich chronić. Nie powiem, muszę przyznać że mają spory potencjał, np. ta dziennikarka, ma w sobie tą ikrę, nie dziwię się, że tak bardzo Ci na niej zależy. Tylko po co jej mówiłeś o swoim znalezisku. Mogłeś to zachować, dla siebie nikomu nie mówić, ale nie tylko przegrałeś z korporacją, ale też ją straciłeś. W mówiłeś sobie, że tak będzie lepiej, ale czy próbowałeś o nią walczyć? Nie, więc takim wypadku nie będzie Ci pewnie przeszkadzało, jeśli powiem, że gdy się nie zgodzisz ona i jej obecny chłopak zginie. Na dodatek on umrze na jej oczach, a my powiemy czyja to wina, a potem ona będzie nas błagać o życie, a ty będziesz to wszystko tylko obserwował, nie będziesz wstanie nic zrobić. Potem zajmiemy się twoją rodziną. Szkoda, aby rodzice zginęli w wypadku samochodowym, szczególnie, że twój ojciec to naprawdę dobry kierowca. Na pewno wiele ludzi zjawi się na pogrzebie, ale nie będziesz mógł się pojawić. Cały czas będziesz musiał to obserwować i nie będziesz w stanie nic zrobić.
Radzę Ci się poważnie zastanowić, czy warto odrzucić naszą propozycje. Za chwilę podejdzie do Ciebie agent z którym przeprowadzisz krótką rozmowę. Liczę na pozytywną odpowiedź.
Nagle pojawił się komunikat na ekranie smartphona:
„Wykryto próbę wymazania zewnętrznego nośnika pamięci, Czy chcesz autoryzować?”
Antoni bez dłuższego zastanawiania się zablokował tę operację i wyjął kartę pamięci, którą schował w wewnętrznej kieszeni kurtki.
– Chyba mój software sprawuje się lepiej niż się spodziewałem. O czym ja myślę. Mam zaraz zadecydować o życiu innych ludzi, bo myślą, że pracuje dla wywiadu. Tylko czy on miał na myśli CIA czy jakaś inną korporację?
Dobra muszę jakoś dać znać komuś, że mam kłopoty. Tylko jak, podobno smsy i połączenia są zablokowane, więc na bank monitorują nadajniki. Ale nie mogą kontrolować co się dzieje w WiFi jest tego za dużo, chociaż wszystkie otwarte punkty dostępowe są podobnie kontrolowane. Co mogę zrobić. Nie zdążę się włamać do żadnego punktu dostępowego tak szybko, zresztą zaraz się zorientuje. Gdybym mógł tylko jakoś dać znak. Zaraz mogę stworzyć punkt dostępowy, możliwe, że ktoś go zauważy. Ale jak zwrócić na siebie uwagę.
Musi być otwarty i mieć chwytliwą nazwę.
W oknie nazwy wpisał: „Czy jest pan szpiegiem?”- już Antoni miał ją aktywować, ale głos za jego pleców powiedział. – Nie radzę tego robić, naprawdę myśli pan, że jest aż tak dobry. To, że nie udało nam się przejąć kontroli nad pana telefonem, nie znaczy że nie możemy zobaczyć co się na nim wyświetla. A teraz proszę oddać kartę i tak się panu nie przyda. A teraz pytanie czy myślał pan o naszej propozycji poważnie, sądzą po próbie wezwania pomocy tak, ale co jest pan wstanie zrobić. Cały czas obserwujemy pana bliskich, w razie potrzeby nie będziemy się patyczkować. I proszę tak nie stać proszę ruszyć w stronę ratusza.
– Co mam zrobić?
No i to mi się zaczyna podobać. Ma nas pan informować co wywiad planuje. Wystarczy, że pozwoli pan przejść kolejnemu backdoorowi niezauważanemu. Ale nie radzę próbować ostrzec nikogo. Niech pan nie zapomina, że cały czas mam pana na muszce. – Po czym szturchnął Antoniego w plecy pistoletem, dla pogłębienia efektu, ale zrobił on coś nieoczekiwanego. Gwałtownie odwrócił się i chwycił za pistolet. Korzystając, z zaskoczenia przeciwnika, skierował lufę w dół i łokciem uderzył go w okolice splotu słonecznego i wyrwał mu broń. W tym momencie jednak Antoni dostał kulę w prawy bok.
Osoba agenta, któremu wyrwał broń stał mężczyzna, który wyglądał, jakby przed chwilą wyszedł z banku. Miał wyciągniętą berretę, z której unosił się dym.
Czując silny ból i przypływ adrenaliny chłopak, wystrzelił w kierunku nowego przeciwnika. Trafił go w dłoń, która trzymała pistolet co spowodowało, że mimowolnie wypuścił broń. Padając na ziemię wystrzeliła trafiając rozbrojonego agenta w nogę.
W całej okolicy wybuchł popłoch. Ludzie uciekali w przerażeniu, kuląc się i chowając za czym się dało.
– Oni przez to zginą chłopcze. Nie spodziewałem się, że jesteś tak głupi.
– Jestem świadom tego ryzyka, ale wolę to niż współpracę z wami. Nigdy nie wiadomo czego potem byście chcieli, a oni i tak w tym momencie stali by się żywymi trupami, żyjącemu tak długo jak chcecie. Poza tym jakbym zginął nic byście nie zyskali. A sprawę byście wyciszyli, ale nie tym razem. Za parę minut przyjedzie policja, zaczną zadawać pytania, kim jesteście, dlaczego macie broń. Jesteście teraz spaleni, wszystkie lepsze agencje wywiadowcze będą miały wkrótce wasze zdjęcia. Odsłoniliście tą operację i za pomocą mnie nic już nie zyskacie. I nie radzę podnosić tej broni – powiedział celując w dłoń agenta, który chciał po nią sięgnąć. Następnie Antoni wyciągnął telefon i powiedział.
Next, aktywuj procedurę Tabula Rasa!
Proszę, potwierdzić. – odpowiedział telefon.
Aktywuj procedurę Tabula Rasa!
Procedura Tabula Rasa, aktywowana. Współpraca z panem to była przyjemność. Do widzenia. – Po czym ekran telefonu zgasł.
To nic, ci nie pomoże Gniecki. – powiedział agent, który próbował go wcześniej zwerbować, nie zdążył jednak nic powiedzieć, bo tym razem dosyć szybko pojawiła się policja.
Antoni patrząc na policjantów sprawnym ruchem rozłożył broń i odrzucił ją przed siebie. Podniósł ręcę, ale w tym momencie rana postrzałowa dała o sobie znać i padł omdlały do tyłu. W tym momencie agent rzucił się do broni, aby go dobić, ale policjanci w ostatnim momencie go zatrzymali.
Na ziemię! – Po czym skuli całą trójkę. Przyślijcie natychmiast karetki mamy trzech rannych, rany postrzałowe. Ranni to sprawcy zamieszania, jeden z nich jest postrzelony w nogę, drugi dostał w dłoń. W najgorszym stanie jest chłopak dostał w prawy bok i przed chwilą zemdlał na moment.
Co to kurwa było! – powiedział młodszy policjant, za chwilę podjechały kolejne radiowozy.
Nie wiem, trzeba zabezpieczyć teren, za nim się otrząsną i zlecą się gapie. Przekaż to reszcie ludzi. – powiedział starszy policjant, a następnie zwrócił się do agentów. – Kim wy jesteście?
– I don`t know, what are you talking to me. I don`t understand Polish.
– Myślicie, że wywiniecie się udając obcokrajowców, nie wiem o co poszło, ale zadbam, aby żaden z was szybko nie wyszedł.
– Szefie, z tym chłopakiem nie jest dobrze, traci dużo krwi i zaczyna mamrotać.
– Gdzie ta cholerna karetka, jesteśmy w samym centrum miasta, a czekamy na nią ponad 10 minut.
Podszedł do rannego chłopaka.
– Co z nim? – zapytał policjanta zamującego się nim.
– Nie ma dokumentów i chyba zaraz nam odleci, nim go zidentyfikujemy, zajmię nam sporo czasu.
W tym momencie zwrócił się do postrzelonego.
-Hej, nie odpływaj, nie wiem kim jesteś, nie masz dokumentów, jak masz na imię, nr telefonu, cokolwiek, aby mógł powiadomić rodzinę, bliskich czy kogo tam masz.
– Na to już za późno. – po czym stracił przytomność.

Wypalony Czas

Długo odwlekałem pisanie książki, bo coś jest w drodze, coś pilniejszego i ważniejszego. Nie byłem gotowy, aby ruszyć na serio z tekstem. To co napisałem nie było złe, powiedziałbym, że nawet dobre. Jednak od dłuższego czasu, coś mi przeszkadzało. Wewnętrzna pustka, której nie byłem wstanie załatać. Próbowałem różnych sposobów aby sobie z nią poradzić. W końcu mi się udało, zrozumiałem, że nie muszę być z kimś, aby ją zatkać. Mimo, że miło jest móc czasem kogoś przytulić i spędzić miło czas, to jednak ta druga osoba nie może być jedynym celem w życiu. Powinna być na piedestale, ale zarazem lekko z boku. Bo jeśli ją tam stawiamy na jego środku i podporządkujemy jej życie, to możemy się boleśnie rozczarować.

Ja w końcu znalazłem to co chcę w życiu robić, po tym jak straciłem pewność 5 lat temu. Wiem co mogę zrobić, aby znaleźć się w określonym miejscu za jakiś czas i wiem, że nie jestem w stanie spełnić wszystkich swoich marzeń, ale nie zamierzam tracić czasu, bo zmarnowałem go już tyle ile trzeba, to co miało zniknąć odeszło w niebyt, niczym ostatni płomień znad dogasającego ogniska. I taki okres nazywam wypalonym czasem, bo nie jest on zmarnowany, chociaż każdy tak myśli, on jest potrzebny, aby dojrzeć i dostrzec drogę, którą trzeba obrać i być gotowym, aby zrobić wszystko by na niej pozostać, aż do jej kresu.

Zaufanie

Kiedyś było mi łatwo zaufać w pełni tej drugiej osobie. Ale im starszy jestem to tym ciężej mi to przychodzi. Może dlatego, że bywałem zbyt ufny. Wierzyłem, że naturę da się zmienić. Potrafiłem, zrobić wiele aby pomóc komuś innemu lub zawalczyć o niego. Pokładać nadzieję, kiedy nikt inny tego nie robił. Teraz po tym wszystkim, została mi garść cynizmu, wyrachowany charakter i strach przed zaufaniem. Chociaż kocham tą drugą osobę, to ciężko mi jej zaufać. Odruchowo, wręcz przygotowuje się na cios, który zada mi prosto w serce. Pewnie tego nie zrobi, ale się tego boje.
Może dlatego, że ktoś inny w tym momencie mi to zrobił i echo tej rany się przebija. Czas leczy rany, ale ich nie usuwa, wymazuje. Po nich zawsze zostaje jakieś echo, ślad i chociaż już nie boli, to strach przed kolejną pozostaje.

Uczeń i Mistrz

Gdy byłem młodszy marzyłem, że udam się w wędrówkę i w trakcie niej poznam mistrza, który nauczy mnie jakieś niezwykłej umiejętności i wprowadzi w świat dorosłych. W miarę jak dorastałem, rosło we mnie przeświadczenie, że to tylko możliwe jest w książkach oraz filmach. Pewnie dalej tkwiłbym w tym przeświadczeniu, gdy nie seria pewnych zdarzeń w moim życiu, wyniku których utknąłem w martwym punkcie.

Przerwałem studia, byłem bez pracy, a moje marzenia legły w gruzach. Nie miałem, żadnego punktu zaczepienia, byłem załamany i robiłem tylko dobrą minę do złej gry. Będąc w takie sytuacji otrzymałem, bardzo dużym przypadkiem propozycję pracy.
Nie była to jakaś intratna propozycja, miałem pracować jako pomocnik serwisanta, za 8 zł za godzinę. Zakładałem tzw. przynieś, podaj, pozamiataj. Jednak mimo wszystko dla mnie to było jak światełko w tunelu. Nie wiedziałem, jeszcze co mnie czeka, ale gdybym miał znowu podjąć tą decyzję, to wybór byłby taki sam. Bo praca ta była dla mnie szkołą życia, za którą do tej pory dziękuje.
Właśnie tak poznałem C. którego teraz mogę nazwać mentorem i przyjacielem, a naszą relację jaka najbardziej oddaje określenie: uczeń i mistrz. Chociaż, nie stało się tak od razu. W pracy starałem się jak mogłem i byłem starałem się być szczery. Gdy nie dałem rady czegoś zrobić, mówiłem o tym. Robiłem co mojej mocy, aby wykonać postawione przede mną zadanie, chociaż nie zawsze mi się udawało, o czym świadczy stwierdzenie, że mogę zasnąć w każdych warunkach i pozycji. No i jeden zaprogramowany układ do licznika Geigera, który wciąż wiszę C.
Za to dużo nauczyłem się o ludziach, sprzęcie i regułach nim rządzących. Poznałem ciekawych ludzi i inaczej na nich teraz patrzę. Mimo, że czasem wracałem ubity, śmierdziałem smarem i potem, to nie narzekałem, powiem więcej lubiłem to, bo każdy wyjazd to nowa przygoda.
Zapomniałbym o najważniejszym, czyli o rozmowach. Bo bez nich nie zawiązałaby się ta dość specyficzna więź między mną, a C. Opowiadaliśmy sobie przeróżne historię, ale głównie to ja słuchałem i ewentualnie zadawałem pytania. Do tej pory zdarza mi się zadzwonić do C. i wyciągnąć go na rozmowę, która trwa min. 30 minut, że czasami aż mi głupio wobec jego rodziny.

Gdyby teraz ktoś mnie spytał: „Czy dałbym radę wrócić do walki z koparkami i leżenia pod nimi i walczenia z urwanymi kablami chowającymi się tam, gdzie jest najbardziej niewygodnie?”. Nie wiem. Pewnie dzięki temu, ruszyłem do przodu, ale to nie byłoby możliwe gdyby nie C.

Coś z przeszłości

Jakiś czas temu padło pytanie o coś z mojej przeszłości. Cały czas się zastanawiam nad odpowiedzią jaką dałem. Nie była ona szczera. Powiedziałem tak jak chciałbym aby było, ale tak nie jest.
Bo nie chcę pamiętać jak to się wszystko źle skończyło. Jestem świadom moich błędów i niedoskonałości i nie oczekuje tego od nikogo innego doskonałości. Wiem, że trzeba ponosić konsekwencję swoich decyzji, a życie bywa wredne i nie raz mi o tym przypomina.
Wiem, że nie powinienem, ale chcę zachować tą dobrą część, a o źle zapomnieć, bo to wspomnienie jest stara głęboka rana. Może się zagoiła, ale gdy się mocniej dotknie, to potrafi zaboleć.
A czemu nie próbowałem coś z tym zrobić, próbowałem i zabolało to mnie jeszcze bardziej, a najmocniej to że byłem okłamywany, a potem pozbyto się mnie bo przestałem być potrzebny i zacząłem sprawiać problemy.

 

Przeczucie

Czasami człowiek czuje przez skórę, że coś jest nie tak. W pewnym momencie wyczuwasz że coś się stało, ale nie wiesz co. W każdym razie nic dobrego. Nie jesteś wstanie określić źródła ani przyczyny. Jedynie co możesz co zrobić, to czekać i przygotować się mentalnie.
Z tym uczuciem jest jak złowrogimi spojrzeniami, gdy jesteśmy w centrum uwagi. Jedyne co możemy zrobić to dobrą minę do złej gry i udać że nic się nie stało i być gotowym aby odeprzeć lub zignorować atak.

 

Zabawy literackie – Zima

Budzisz się w saniach, pędzących po ośnieżonym polu. Wszystko dokoła jest obsypane białym puchem, a drzewa pokrywa szron. Cały krajobraz jest śnieżnobiały. Wszystko wręcz lśni, aż masz ochotę wyskoczyć z sań i zacząć robić aniołki na śniegu. Mimo zimowej pogody, nie jest Ci zimno, bo jesteś opatulona w ciepły kożuch, ręcznie dziergany, długi ozdobny szal i przepiękną czapkę z lisa. Rozglądasz się dokoła i dostrzegasz jesteś sama z woźnicą. Pytasz się go za ile będzie i odpowiada, że za chwilę będziecie na dworku. Faktycznie po paru minutach za horyzontu wyłania się mały dworek szlachecki, z którego komina bucha szary dym. Na samą myśl o wejściu do środka robi się Ci cieplej, bo spędziłaś cały dzień w podróży. Nie możesz się doczekać kiedy będziesz mogła znużyć się w ciepłej wodzie. Kiedy tak o tym marzysz, docieracie na miejsce, a woźnica zatrzymuje konie. Wysiadasz z sań i rozglądasz się po okolicy. Po chwili przybiega do ciebie szaroniebieski kociak i zaczyna się do Ciebie przymilać. Ociera się o twoje nogi i zaczyna mruczeć. Bierzesz tą małą przyjacielską kulkę na ręce. Widać, że kot jest szczęśliwy, że przyjechałaś. Głaszczesz go i tulisz, aż w pewnym momencie polizał Ciebie po twarzy. Jest to przyjemne, ale chłodne powietrze przypomina, że powinnaś wejść do środka. Przytrzymujesz kota jedną ręka, a drugą chcesz otworzyć drzwi. Jednak kociak, zeskakuje i nim się orientujesz wślizguje się do środka, zanim twoja noga przekroczyła próg. Wchodzisz do środka, gdzie uderza ciebie fala gorąca. Zamykasz drzwi i zaczynasz zdejmować zimowe okrycie, bo inaczej po całym twoim ciele zacznie płynąć pot.
Po zdjęciu ubrania idziesz w głąb dworku. Kociak, który jeszcze przed chwilą pałętał się pod nogami, poszedł w głąb korytarza i zniknął w ostatnich drzwiach po prawej. Nie mając nic ciekawego do roboty ruszasz za małym łobuziakiem. Gdy zaczynasz się zbliżać do drzwi, czujesz przyjemny sosnowy aromat. W momencie gdy przechodzisz próg salonu, wita Cię przyjemne trzaskanie palącego się drewna w kominku. Rozglądając się za swoim kocim towarzyszem, zauważasz że ktoś czeka na Ciebie w salonie. Kociak usiadł dla twego gościa na nogach i prosi swego nowego pana o pieszczoty.
Nie spodziewałaś się gościa tutaj i o tej porze, ale mówisz mu dzień dobry, bo półmrok pomieszczenia skrywa twarz jak podejrzewasz nieznajomego.
Cześć! – pewnie mnie nie kojarzysz. Jestem starym znajomym twoich rodziców. Po tych słowach wstał i poszedł do Ciebie trzymając kociaka na rękach. Wcale mu nie przeszkadzało, to że ktoś go niesie, chociaż nieraz Ci się wyrywał gdy ty próbowałaś to zrobić. Z półmroku wyłoniła Ci się jakby znajoma twarz, którą nie oszczędził nieubłagany czas. Czuć od niej było emanujący spokój. Niemal odruchowo byłaś wstanie mu zaufać nie wiedząc dlaczego.
– Ale urosłaś i wypiękniałaś od kiedy ostatni raz Ciebie widziałem. Miałaś wtedy 5 lat, a teraz mam przed sobą dorosłą pełną życia kobietę. Pewnie mnie nie pamiętasz, ale trudno. Mam na imię Cezary, a teraz proszę weź kąpiel i przebierz się. Ubrania leżą w łazience, powinny pasować, jak nie to obok jest garderoba więc mam nadzieje, że coś znajdziesz. Nie martw się nikt no może poza tym małym łobuzem nie będzie Ci przeszkadzał. – powiedział wskazując, na kota.
Przyjdź na kolację o 7. Wtedy porozmawiamy. Ja na razie muszę się czymś zająć. -A po chwili dodał. Łazienka to drugie drzwi po lewej od wejścia. Postawił kociaka, na ziemię który wydawał się nie być zadowolony z faktu, że nie może siedzieć u starszego pana na rękach. Z braku jakiego zainteresowania podszedł do Ciebie i zaczął się ocierać i mruczeć. W między czasie Cezary wyszedł z salonu i sądząc po dźwiękach ubrał się i wyszedł na zewnątrz. Chętnie pobawiłabyś się z kociakiem jeszcze przez chwilę, ale wizja gorącej kąpieli po kilku dniach podróży, była bardziej kusząca. Pewnym krokiem ruszyłaś do łazienki. Drugie drzwi po lewej, nuciłaś cicho. Jednak zamiast łazienki twoim oczom ukazał się mały gabinet. Cały był zastawiony książkami, na starych ozdobnych regałach. Po środku stało elegancko wykonane biurko. Jednak szybko zamknęłaś drzwi, bo nie chcesz myszkować pod nieobecność właściciela tego pokoju, a twój mały towarzysz chciał już wbiec do środka.
– Tam nie wolno, lepiej chodź ze mną. – Na co kot spojrzał na Ciebie jak na wariatkę i poszedł w kierunku właściwych drzwi.
No tak drugie od lewej, ale od wejścia. Stanęłaś naprzeciwko drzwi. Z niepewnością nacisnęłaś klamkę. W środku powitały Ciebie przyjaźnie zapraszające kłęby pary i ciepłego powietrza. Więcej nie trzeba było aby zachęcić Cię do wejścia do środka. Za to kociak, zrejterował.
– Nie wiesz, co tracisz. – powiedziałaś do niego.
W środku czeka na Ciebie gorąca kąpiel. W miarę szybko rozbierasz się i kładziesz swoje dotychczasowe ubrania na szafce przy drzwiach. Po czym podchodzisz do wanny i lekko zanurzasz rękę w wodzie. Jest idealnie ciepła, a na dodatek unosi się z nad niej aromat olejków relaksacyjnych. Niemal od razu wskakujesz do środka i zanurzasz się w wodzie. Przynosi to ukojenie twemu ciału. Czujesz jak przenika Cię przyjemne ciepło. Leżysz tak przez chwilę i rozkoszujesz się nią. Tego Ci trzeba było. W końcu jednak decydujesz się zakończyć tą chwilę dla Siebie. Powoli wstajesz, a z twojego ciała spływa woda. Jeśli ktoś by Ciebie obserwował, pomyślałby, że ma do czynienia z leśną nimfą lub powabną rusałką. Po wyjściu z kąpieli wycierasz się ręcznikiem. Dzięki temu, że łazienka jest zaparowana, nie odczułaś że jest Ci zimno po wyjściu z wanny. Kiedy skończyłaś się wycierać, owijasz się ręcznikiem i siadasz przy zaparowanym lustrze, a następnie zaczynasz suszyć swoje włosy. Przez moment zdaje się, że ktoś wszedł do środka i faktycznie koło Ciebie przemyka szary kociak. Pewnie łobuziak nauczył się otwierać drzwi. Po chwili na twoim lewym ramieniu czujesz delikatne, wręcz nie wyczuwalne muśniecie. Zadajesz pytanie czy ktoś tu jest, i na chwilę przerywasz suszenie włosów. Rozglądasz się po łazience, ale przez twoje zaparowane okulary nic nie widać, poza tym to pewnie powiew powietrza. Wracasz do suszenia włosów gdy czujesz niezwykle łagodny pocałunek na ramieniu. Tym razem jesteś już poddenerwowaną i pytasz czy ktoś tu jest. Po chwili w odpowiedzi słyszysz znajomy głos, ale tym razem jakby bardziej miękki.
– To ja, kochana Psotnico. I zaraz po tych słowach czujesz kolejny, pocałunek na barku. I chociaż jesteś ogromnie zła na mnie, czujesz przyjemny dreszcz.
– Co ty sobie wyobrażasz, jak śmiesz wchodzić do łazienki gdy się kąpie i mnie w ten sposób straszysz.
– Nie wiem co mnie podkusiło. I tym razem całuje Cię w szyje. Ty w pierwszym odruchu chcesz mnie spoliczkować i strzelić w twarz, ale nie wiadomo dlaczego tego nie robisz. Prócz tego zastanawiasz się czemu ten pocałunek był przyjemny. Przecież ja dla Ciebie nic nie znaczę. Jestem tylko głupim zakochanym kolegą, który nie chce się odkochać mimo twoich różnych zabiegów. Tyle razy go zraniłaś, ale on dalej swoje. Na dodatek twoje policzki zalewa lekki rumieniec.
– Ale weź … Jednak tym razem przerywam Ci całując prosto w usta, przy okazji odgarniając twoje wciąż nie dosuszone włosy z czoła. Na początku chwytasz mnie za koszulę, aby mnie odepchnąć, ale jednak ulegasz dlatego pocałunku i zamiast pchnąć mnie w kierunku drzwi, przyciągasz mnie. Po chwili kończymy pocałunek, a tobą targają mieszane uczucia. Patrzysz się mi w oczy i nie wiesz czego bardziej chcesz. Z jednej strony chcesz mnie uderzyć, zbić i w ogóle zabić. Z drugiej ten pocałunek sprawił Ci ogromną przyjemność, chciałabyś go powtórzyć. Gdy walczysz z sobą w środku, a ja wpatruje się w twoją twarz, kociak zaczyna się ocierać o nasze nogi. Cała sytuacja wydaje Ci się tak dziwna, że masz ochotę się śmiać. Ja jednak przejmuje inicjatywę, całuje Cię w czoło i przytulam do siebie szepcząc Ci do ucha.
– Kocham Cię, moja kochana Psotnico.
Zaraz po tych słowach budzisz się w swoim łóżku, zlana potem. To był tylko sen. Ale i tak jesteś wściekła na mnie. Jakim prawem on może takie coś mi zrobić. Co on sobie wyobraża. Jak on w ogóle śmiał. Zabije go, tak zabiję go powoli. Będzie cierpiał, o tak i w trakcie wyliczania sposobów jaki będę umierał czujesz znowu miłe muśnięcie po ramieniu. Rozglądasz się po pokoju i wiesz, że to tylko wiatr, bo masz niedomknięte drzwi i okno. Jednak na wspomnienie o pocałunku, sama nie wiesz co powiedzieć.

Dziewczyna z pociągu

Antoni siedział wewnątrz pociągu. Zwykle o tej porze, jeździł świeżo wyremontowany, pachnący nowością wagon, jednak tym był to stary skład, starszy od niego. Pamiętał, czasy komuny, i mimo odświeżenia w latach 90 nie można było tego ukryć. Jednak nie był podzielony klasycznie na przedziały, zamiast tego były to rzędy dwu osobowych czerwonych siedzeń, ułożonych w parach na przeciw siebie po obu stronach wagonu.
Na przeciwko niego siedziała, młoda dwudziestoparoletnia blondynka. Miała kręcona, blond włosy, które swobodnie opadały na jej twarz i sięgały ramion. Współgrało to z jej drobną twarzą, niebiesko-zielonymi oczami i różowymi ustami. Ubrana była w czarną kurtkę, fioletowo-żółtą koszulę w kratę z prawdopodobnie krótki rękawem oraz szary t-shirt lub body, jej nogi zakrywały niebieskie jeansy, które odsłaniały jedynie jasnobrązowe pantofle. Cały widok uzupełnia duża, skórzana torebka w kolorze butów, która leżała obok niej. Siedziała zaczytana w lekturę książki”Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, którą prawdopodobnie nie dawno zaczęła czytać sądząc, po ilości przeczytanych stron.
W rzędzie obok siedział mężczyzna w średnim wieku, zdecydowanie nie tak atrakcyjny jak siedząca na przeciwko Antoniego dziewczyna. Przez większość drogi bawił się lub pracował na tzw. phablecie czyli krzyżówce smartphone z tabletem, ale ze względu na dość duży rozmiar nie nadający się do wygodnej rozmowy w tradycyjny sposób. Dalej siedziały kobiety w podobnym wieku i troszkę młodsze zabijające czas podczas nudnej podróży w dość tradycyjny sposób, czyli śpiąc, słuchając muzyki czy rozwiązując krzyżówki. Pod tym względem nie wiele się zmieniło. Na jakiś czas do krainy Orfeusza dołączyła interesująca blondynka, która założyła dość ciekawie wyglądającą kołnierzo-poduszkę, a następnie opierając się o ścianę wagonu zdrzemnęła się. Przez pewien czas pociągiem dość mocno trzęsło, ale to niestety norma ze względu na dość kiepski stan torów. Nikt nie chciał ponosić, kosztów remontu i poprawy infrastruktury kolejowej, nad czym dość mocno ubolewa kolega Antoniego. W końcu kolej dla niego jest całym światem.
Antoni siedząc na przeciwko dziewczyny zastanawiał się czy jej nie zaczepić i porozmawiać. Z drugiej strony coś go powstrzymywało, o co mu chodziło. Formalnie nie miał, żadnej dziewczyny. Miał parę koleżanek, bliższych dalszych. Miał też znajomą, którą poznał przypadkiem w internecie. Chociaż jedyne co widział, to przez kilkanaście minut to zdjęcie kiedyś tam zrobione, to jednak polubił ją. Prawie codziennie z nią rozmawiał, ale odległość która ich dzieliła była, dość duża. Ona studiowała na chyba najstarszej polskiej uczelni, w dawnej stolicy a on w wersalu północy, mieście łazików marsjańskich i człowieka, który mówił „Nie będzie niczego”. Znał tylko jej imię i nazwisko, nie wiedział dokładnie ile ma lat, przy puszczał, że jest od niej starszy, ale tak naprawdę nie wiedział o niej nic. No może prawie nic, jedną ważną informacją był fakt, że była jedynaczką, córką komendanta Policji. No i że jechała ponad 2h do swojej rodzinnej miejscowości z Krakowa. Teoretycznie pozwalało to znacząco ograniczyć zakres poszukiwań, ale szanował on jej prywatność. Znał on hasła wielu osób, i miał dostęp do wielu newralgicznych informacji na ich temat, ale nigdy używał tej wiedzy.