Pusta kartka, ale zacząć trzeba

Siadam przed pustą kartką i próbuje odsiać myśli. Najpierw staram się sięgnąć do mijającego dnia. Mimo, że było ich mnóstwo przez cały dzień i jeszcze kłębiły się zanim otworzyłem edytor po chwili nastała pustka. Zagłębiam się w swój umysł i przypomina mi się co skłoniło mnie do powrotu do pisania. Niedawno sięgnąłem po książkę Katarzyny Bondy „Maszyna do pisania. Kurs kreatywnego pisania”. Lektura szła mi bardzo płynie wręcz z zadziwiającą lekkością. Czytając kolejne fragmenty pierwszych rozdziałów, uświadamiałem sobie, że kiedy próbowałem tworzyć książkę, robiłem to zgodnie z tzw. sztuką jak to sugerowała autorka poradnika. Jedyne co robiło za drogowskaz to porady z którejś prelekcji Marcina Przybyłka. Za jego poradą stworzyłem całą oś fabularną i rozplanowałem postacie, pomyślałem o początku i końcu powieści, o całej drodze jaką musi przebyć bohater. Największe postępy w książce uczyniłem w momencie swojego kryzysu, czy wręcz upadku. Kiedy runął cały mój świat uciekałem w tworzenie innego świata, przelewałem do niego swoje obawy i smutki, ale także radości i nadzieje. Był i jest moją ucieczką od różnych problemów, tzw. sanktuarium. Które odstawiłem na bok, bo studia ważniejsze, bo dziewczyna ważniejsza, bo za mało czasu, bo jest zmęczony, bo coś innego ważniejszego. Wszedłem do strefy komfortu i popadłem w rutynę, w której nie było miejsce na rozwój powieści. Jedynie w myślach ciągle opowiadam sobie historię Daniela Deszowskiego, ale jeśli nagle umrę to nikt jej nie pozna. Ktoś powiedział mi, że jeszcze dojrzeje i napiszę ją. Nie trzeba dojrzewać, aby pisać. Raczej pisanie może tylko przyśpieszyć ten proces. Dlatego pisz i nie patrz na świat, tylko na twój własny mały świat i opowiadaj co w nim widzisz.

Be Sociable, Share!