Uczeń i Mistrz

Gdy byłem młodszy marzyłem, że udam się w wędrówkę i w trakcie niej poznam mistrza, który nauczy mnie jakieś niezwykłej umiejętności i wprowadzi w świat dorosłych. W miarę jak dorastałem, rosło we mnie przeświadczenie, że to tylko możliwe jest w książkach oraz filmach. Pewnie dalej tkwiłbym w tym przeświadczeniu, gdy nie seria pewnych zdarzeń w moim życiu, wyniku których utknąłem w martwym punkcie.

Przerwałem studia, byłem bez pracy, a moje marzenia legły w gruzach. Nie miałem, żadnego punktu zaczepienia, byłem załamany i robiłem tylko dobrą minę do złej gry. Będąc w takie sytuacji otrzymałem, bardzo dużym przypadkiem propozycję pracy.
Nie była to jakaś intratna propozycja, miałem pracować jako pomocnik serwisanta, za 8 zł za godzinę. Zakładałem tzw. przynieś, podaj, pozamiataj. Jednak mimo wszystko dla mnie to było jak światełko w tunelu. Nie wiedziałem, jeszcze co mnie czeka, ale gdybym miał znowu podjąć tą decyzję, to wybór byłby taki sam. Bo praca ta była dla mnie szkołą życia, za którą do tej pory dziękuje.
Właśnie tak poznałem C. którego teraz mogę nazwać mentorem i przyjacielem, a naszą relację jaka najbardziej oddaje określenie: uczeń i mistrz. Chociaż, nie stało się tak od razu. W pracy starałem się jak mogłem i byłem starałem się być szczery. Gdy nie dałem rady czegoś zrobić, mówiłem o tym. Robiłem co mojej mocy, aby wykonać postawione przede mną zadanie, chociaż nie zawsze mi się udawało, o czym świadczy stwierdzenie, że mogę zasnąć w każdych warunkach i pozycji. No i jeden zaprogramowany układ do licznika Geigera, który wciąż wiszę C.
Za to dużo nauczyłem się o ludziach, sprzęcie i regułach nim rządzących. Poznałem ciekawych ludzi i inaczej na nich teraz patrzę. Mimo, że czasem wracałem ubity, śmierdziałem smarem i potem, to nie narzekałem, powiem więcej lubiłem to, bo każdy wyjazd to nowa przygoda.
Zapomniałbym o najważniejszym, czyli o rozmowach. Bo bez nich nie zawiązałaby się ta dość specyficzna więź między mną, a C. Opowiadaliśmy sobie przeróżne historię, ale głównie to ja słuchałem i ewentualnie zadawałem pytania. Do tej pory zdarza mi się zadzwonić do C. i wyciągnąć go na rozmowę, która trwa min. 30 minut, że czasami aż mi głupio wobec jego rodziny.

Gdyby teraz ktoś mnie spytał: „Czy dałbym radę wrócić do walki z koparkami i leżenia pod nimi i walczenia z urwanymi kablami chowającymi się tam, gdzie jest najbardziej niewygodnie?”. Nie wiem. Pewnie dzięki temu, ruszyłem do przodu, ale to nie byłoby możliwe gdyby nie C.

Be Sociable, Share!