Zabawy literackie – Zima

Budzisz się w saniach, pędzących po ośnieżonym polu. Wszystko dokoła jest obsypane białym puchem, a drzewa pokrywa szron. Cały krajobraz jest śnieżnobiały. Wszystko wręcz lśni, aż masz ochotę wyskoczyć z sań i zacząć robić aniołki na śniegu. Mimo zimowej pogody, nie jest Ci zimno, bo jesteś opatulona w ciepły kożuch, ręcznie dziergany, długi ozdobny szal i przepiękną czapkę z lisa. Rozglądasz się dokoła i dostrzegasz jesteś sama z woźnicą. Pytasz się go za ile będzie i odpowiada, że za chwilę będziecie na dworku. Faktycznie po paru minutach za horyzontu wyłania się mały dworek szlachecki, z którego komina bucha szary dym. Na samą myśl o wejściu do środka robi się Ci cieplej, bo spędziłaś cały dzień w podróży. Nie możesz się doczekać kiedy będziesz mogła znużyć się w ciepłej wodzie. Kiedy tak o tym marzysz, docieracie na miejsce, a woźnica zatrzymuje konie. Wysiadasz z sań i rozglądasz się po okolicy. Po chwili przybiega do ciebie szaroniebieski kociak i zaczyna się do Ciebie przymilać. Ociera się o twoje nogi i zaczyna mruczeć. Bierzesz tą małą przyjacielską kulkę na ręce. Widać, że kot jest szczęśliwy, że przyjechałaś. Głaszczesz go i tulisz, aż w pewnym momencie polizał Ciebie po twarzy. Jest to przyjemne, ale chłodne powietrze przypomina, że powinnaś wejść do środka. Przytrzymujesz kota jedną ręka, a drugą chcesz otworzyć drzwi. Jednak kociak, zeskakuje i nim się orientujesz wślizguje się do środka, zanim twoja noga przekroczyła próg. Wchodzisz do środka, gdzie uderza ciebie fala gorąca. Zamykasz drzwi i zaczynasz zdejmować zimowe okrycie, bo inaczej po całym twoim ciele zacznie płynąć pot.
Po zdjęciu ubrania idziesz w głąb dworku. Kociak, który jeszcze przed chwilą pałętał się pod nogami, poszedł w głąb korytarza i zniknął w ostatnich drzwiach po prawej. Nie mając nic ciekawego do roboty ruszasz za małym łobuziakiem. Gdy zaczynasz się zbliżać do drzwi, czujesz przyjemny sosnowy aromat. W momencie gdy przechodzisz próg salonu, wita Cię przyjemne trzaskanie palącego się drewna w kominku. Rozglądając się za swoim kocim towarzyszem, zauważasz że ktoś czeka na Ciebie w salonie. Kociak usiadł dla twego gościa na nogach i prosi swego nowego pana o pieszczoty.
Nie spodziewałaś się gościa tutaj i o tej porze, ale mówisz mu dzień dobry, bo półmrok pomieszczenia skrywa twarz jak podejrzewasz nieznajomego.
Cześć! – pewnie mnie nie kojarzysz. Jestem starym znajomym twoich rodziców. Po tych słowach wstał i poszedł do Ciebie trzymając kociaka na rękach. Wcale mu nie przeszkadzało, to że ktoś go niesie, chociaż nieraz Ci się wyrywał gdy ty próbowałaś to zrobić. Z półmroku wyłoniła Ci się jakby znajoma twarz, którą nie oszczędził nieubłagany czas. Czuć od niej było emanujący spokój. Niemal odruchowo byłaś wstanie mu zaufać nie wiedząc dlaczego.
– Ale urosłaś i wypiękniałaś od kiedy ostatni raz Ciebie widziałem. Miałaś wtedy 5 lat, a teraz mam przed sobą dorosłą pełną życia kobietę. Pewnie mnie nie pamiętasz, ale trudno. Mam na imię Cezary, a teraz proszę weź kąpiel i przebierz się. Ubrania leżą w łazience, powinny pasować, jak nie to obok jest garderoba więc mam nadzieje, że coś znajdziesz. Nie martw się nikt no może poza tym małym łobuzem nie będzie Ci przeszkadzał. – powiedział wskazując, na kota.
Przyjdź na kolację o 7. Wtedy porozmawiamy. Ja na razie muszę się czymś zająć. -A po chwili dodał. Łazienka to drugie drzwi po lewej od wejścia. Postawił kociaka, na ziemię który wydawał się nie być zadowolony z faktu, że nie może siedzieć u starszego pana na rękach. Z braku jakiego zainteresowania podszedł do Ciebie i zaczął się ocierać i mruczeć. W między czasie Cezary wyszedł z salonu i sądząc po dźwiękach ubrał się i wyszedł na zewnątrz. Chętnie pobawiłabyś się z kociakiem jeszcze przez chwilę, ale wizja gorącej kąpieli po kilku dniach podróży, była bardziej kusząca. Pewnym krokiem ruszyłaś do łazienki. Drugie drzwi po lewej, nuciłaś cicho. Jednak zamiast łazienki twoim oczom ukazał się mały gabinet. Cały był zastawiony książkami, na starych ozdobnych regałach. Po środku stało elegancko wykonane biurko. Jednak szybko zamknęłaś drzwi, bo nie chcesz myszkować pod nieobecność właściciela tego pokoju, a twój mały towarzysz chciał już wbiec do środka.
– Tam nie wolno, lepiej chodź ze mną. – Na co kot spojrzał na Ciebie jak na wariatkę i poszedł w kierunku właściwych drzwi.
No tak drugie od lewej, ale od wejścia. Stanęłaś naprzeciwko drzwi. Z niepewnością nacisnęłaś klamkę. W środku powitały Ciebie przyjaźnie zapraszające kłęby pary i ciepłego powietrza. Więcej nie trzeba było aby zachęcić Cię do wejścia do środka. Za to kociak, zrejterował.
– Nie wiesz, co tracisz. – powiedziałaś do niego.
W środku czeka na Ciebie gorąca kąpiel. W miarę szybko rozbierasz się i kładziesz swoje dotychczasowe ubrania na szafce przy drzwiach. Po czym podchodzisz do wanny i lekko zanurzasz rękę w wodzie. Jest idealnie ciepła, a na dodatek unosi się z nad niej aromat olejków relaksacyjnych. Niemal od razu wskakujesz do środka i zanurzasz się w wodzie. Przynosi to ukojenie twemu ciału. Czujesz jak przenika Cię przyjemne ciepło. Leżysz tak przez chwilę i rozkoszujesz się nią. Tego Ci trzeba było. W końcu jednak decydujesz się zakończyć tą chwilę dla Siebie. Powoli wstajesz, a z twojego ciała spływa woda. Jeśli ktoś by Ciebie obserwował, pomyślałby, że ma do czynienia z leśną nimfą lub powabną rusałką. Po wyjściu z kąpieli wycierasz się ręcznikiem. Dzięki temu, że łazienka jest zaparowana, nie odczułaś że jest Ci zimno po wyjściu z wanny. Kiedy skończyłaś się wycierać, owijasz się ręcznikiem i siadasz przy zaparowanym lustrze, a następnie zaczynasz suszyć swoje włosy. Przez moment zdaje się, że ktoś wszedł do środka i faktycznie koło Ciebie przemyka szary kociak. Pewnie łobuziak nauczył się otwierać drzwi. Po chwili na twoim lewym ramieniu czujesz delikatne, wręcz nie wyczuwalne muśniecie. Zadajesz pytanie czy ktoś tu jest, i na chwilę przerywasz suszenie włosów. Rozglądasz się po łazience, ale przez twoje zaparowane okulary nic nie widać, poza tym to pewnie powiew powietrza. Wracasz do suszenia włosów gdy czujesz niezwykle łagodny pocałunek na ramieniu. Tym razem jesteś już poddenerwowaną i pytasz czy ktoś tu jest. Po chwili w odpowiedzi słyszysz znajomy głos, ale tym razem jakby bardziej miękki.
– To ja, kochana Psotnico. I zaraz po tych słowach czujesz kolejny, pocałunek na barku. I chociaż jesteś ogromnie zła na mnie, czujesz przyjemny dreszcz.
– Co ty sobie wyobrażasz, jak śmiesz wchodzić do łazienki gdy się kąpie i mnie w ten sposób straszysz.
– Nie wiem co mnie podkusiło. I tym razem całuje Cię w szyje. Ty w pierwszym odruchu chcesz mnie spoliczkować i strzelić w twarz, ale nie wiadomo dlaczego tego nie robisz. Prócz tego zastanawiasz się czemu ten pocałunek był przyjemny. Przecież ja dla Ciebie nic nie znaczę. Jestem tylko głupim zakochanym kolegą, który nie chce się odkochać mimo twoich różnych zabiegów. Tyle razy go zraniłaś, ale on dalej swoje. Na dodatek twoje policzki zalewa lekki rumieniec.
– Ale weź … Jednak tym razem przerywam Ci całując prosto w usta, przy okazji odgarniając twoje wciąż nie dosuszone włosy z czoła. Na początku chwytasz mnie za koszulę, aby mnie odepchnąć, ale jednak ulegasz dlatego pocałunku i zamiast pchnąć mnie w kierunku drzwi, przyciągasz mnie. Po chwili kończymy pocałunek, a tobą targają mieszane uczucia. Patrzysz się mi w oczy i nie wiesz czego bardziej chcesz. Z jednej strony chcesz mnie uderzyć, zbić i w ogóle zabić. Z drugiej ten pocałunek sprawił Ci ogromną przyjemność, chciałabyś go powtórzyć. Gdy walczysz z sobą w środku, a ja wpatruje się w twoją twarz, kociak zaczyna się ocierać o nasze nogi. Cała sytuacja wydaje Ci się tak dziwna, że masz ochotę się śmiać. Ja jednak przejmuje inicjatywę, całuje Cię w czoło i przytulam do siebie szepcząc Ci do ucha.
– Kocham Cię, moja kochana Psotnico.
Zaraz po tych słowach budzisz się w swoim łóżku, zlana potem. To był tylko sen. Ale i tak jesteś wściekła na mnie. Jakim prawem on może takie coś mi zrobić. Co on sobie wyobraża. Jak on w ogóle śmiał. Zabije go, tak zabiję go powoli. Będzie cierpiał, o tak i w trakcie wyliczania sposobów jaki będę umierał czujesz znowu miłe muśnięcie po ramieniu. Rozglądasz się po pokoju i wiesz, że to tylko wiatr, bo masz niedomknięte drzwi i okno. Jednak na wspomnienie o pocałunku, sama nie wiesz co powiedzieć.

Dziewczyna z pociągu

Antoni siedział wewnątrz pociągu. Zwykle o tej porze, jeździł świeżo wyremontowany, pachnący nowością wagon, jednak tym był to stary skład, starszy od niego. Pamiętał, czasy komuny, i mimo odświeżenia w latach 90 nie można było tego ukryć. Jednak nie był podzielony klasycznie na przedziały, zamiast tego były to rzędy dwu osobowych czerwonych siedzeń, ułożonych w parach na przeciw siebie po obu stronach wagonu.
Na przeciwko niego siedziała, młoda dwudziestoparoletnia blondynka. Miała kręcona, blond włosy, które swobodnie opadały na jej twarz i sięgały ramion. Współgrało to z jej drobną twarzą, niebiesko-zielonymi oczami i różowymi ustami. Ubrana była w czarną kurtkę, fioletowo-żółtą koszulę w kratę z prawdopodobnie krótki rękawem oraz szary t-shirt lub body, jej nogi zakrywały niebieskie jeansy, które odsłaniały jedynie jasnobrązowe pantofle. Cały widok uzupełnia duża, skórzana torebka w kolorze butów, która leżała obok niej. Siedziała zaczytana w lekturę książki”Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, którą prawdopodobnie nie dawno zaczęła czytać sądząc, po ilości przeczytanych stron.
W rzędzie obok siedział mężczyzna w średnim wieku, zdecydowanie nie tak atrakcyjny jak siedząca na przeciwko Antoniego dziewczyna. Przez większość drogi bawił się lub pracował na tzw. phablecie czyli krzyżówce smartphone z tabletem, ale ze względu na dość duży rozmiar nie nadający się do wygodnej rozmowy w tradycyjny sposób. Dalej siedziały kobiety w podobnym wieku i troszkę młodsze zabijające czas podczas nudnej podróży w dość tradycyjny sposób, czyli śpiąc, słuchając muzyki czy rozwiązując krzyżówki. Pod tym względem nie wiele się zmieniło. Na jakiś czas do krainy Orfeusza dołączyła interesująca blondynka, która założyła dość ciekawie wyglądającą kołnierzo-poduszkę, a następnie opierając się o ścianę wagonu zdrzemnęła się. Przez pewien czas pociągiem dość mocno trzęsło, ale to niestety norma ze względu na dość kiepski stan torów. Nikt nie chciał ponosić, kosztów remontu i poprawy infrastruktury kolejowej, nad czym dość mocno ubolewa kolega Antoniego. W końcu kolej dla niego jest całym światem.
Antoni siedząc na przeciwko dziewczyny zastanawiał się czy jej nie zaczepić i porozmawiać. Z drugiej strony coś go powstrzymywało, o co mu chodziło. Formalnie nie miał, żadnej dziewczyny. Miał parę koleżanek, bliższych dalszych. Miał też znajomą, którą poznał przypadkiem w internecie. Chociaż jedyne co widział, to przez kilkanaście minut to zdjęcie kiedyś tam zrobione, to jednak polubił ją. Prawie codziennie z nią rozmawiał, ale odległość która ich dzieliła była, dość duża. Ona studiowała na chyba najstarszej polskiej uczelni, w dawnej stolicy a on w wersalu północy, mieście łazików marsjańskich i człowieka, który mówił „Nie będzie niczego”. Znał tylko jej imię i nazwisko, nie wiedział dokładnie ile ma lat, przy puszczał, że jest od niej starszy, ale tak naprawdę nie wiedział o niej nic. No może prawie nic, jedną ważną informacją był fakt, że była jedynaczką, córką komendanta Policji. No i że jechała ponad 2h do swojej rodzinnej miejscowości z Krakowa. Teoretycznie pozwalało to znacząco ograniczyć zakres poszukiwań, ale szanował on jej prywatność. Znał on hasła wielu osób, i miał dostęp do wielu newralgicznych informacji na ich temat, ale nigdy używał tej wiedzy.

Dawno niewidziany znajomy

– Dawno się nie widzieliśmy Danielu.
– Oj tak, minęło kilka miesięcy od naszego ostatniego spotkania.
– Sporo od tego momentu się wydarzyło, w sumie to moja wina, że wcześniej się nie spotkaliśmy.
– Nie przejmuj się miałeś naprawdę dużo roboty.
– Masz rację, wypadałoby skończyć opowiadać tamtą historię.
– Chyba nie ma pośpiechu, kiedyś na pewno to się skończymy, ale w swoim czasie.
– Niby masz rację, ale trochę za długo się to ciągnie, zresztą najwyżej dopowiesz jakieś szczegóły innym razem.