Poddać się, poraz kolejny?

Poddać się, czy to znaczy przegrać? Czy może zrezygnować z bólu, porażki i upokorzenia. Uciec przed cierpieniem czy zrezygnować z niego. Sam nie wiem, w każdym razie za tym pozostaje nie smak. Nie bez powodu cenię motto Special Air Service, pełniących służbę dla jej królewskiej mości. „Who dares win”, czyli „Kto się odważy, ten wygrywa”. Sam nie wiem, wszystko mówi mi, że powinienem się poddać zrezygnować z beznadziejnej sprawy. Jednak pozostaje nadzieja, ona umiera ostatnia i cholera nie chcę zdechnąć, nawet po tym wszystkim. Zresztą inne słowa mówią, niech żywi nie tracą nadziei, na co zawsze po cichu dodaję, martwym jest już wszystko jedno. I jeszcze ta świadomość, że jak się poddam, że nie ma już powrotu. Przekroczę Rubikon, a nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Jeśli się mylę i zrezygnuje, wszystkie moje starania poszły na marne. Z drugiej strony może to tylko złudzenie, a dawno powinienem zrezygnować. W każdym razie teraz cierpię, między innymi, że złamałem zasadę, którą obiecałem sobie przestrzegać. Nie zauważyłem, kiedy przekroczyłem granicę, bo nie byłem świadom pewnej prawidłowości. Teraz cierpię z powodu swojej niewiedzy.

Sam nie wiem, co mam robić, ale chyba jeszcze chwilę zaczekam, pewnie mnie to wykończy, ale trudno żyje się tylko dwa razy. Staram się mieć dobrą minę do złej gry, ale tutaj już mi nie wychodzi, nie starcza mi sił. Chociaż tutaj mogę polec, to na innych miejscach nie mogę, choćbym nie wiem jak było mi źle. Bo tutaj nie chodzi o mnie, tylko o innych. Bo tak naprawdę wszystko mi jedno, ale walka dla innych jest tym co powstrzymuje przed poddaniem się. Bo nie chcę aby się obwiniali i zastanawiali czy to ich wina, chociaż nieraz zostałem zraniony tak, że powinienem to wszystko zostawić w cholerę i dać im do zrozumienia.  Nie chcę, aby cierpieli.  Może jednak jestem tylko głupim głupcem, który walczy dopóki starcza mu sił i jest jakaś nadzieja, ale czy czasem nie warto?