Rozmowa o życzeniach.

– Co robisz?
– Piszę życzenia urodzinowe dla Y.
– Ale to przecież twój śmiertelny wróg!
– No i co z tego. – odpowiadam bez namiętnie.
– To jest co najmniej dziwne, przecież to wróg! W! R! Ó! G! – przeliterował zbulwersowany D.
– Tobie wydaje się dziwne, ale nie dla mnie. Musisz umieć dla każdego okazać szacunek, a szczególnie dla wroga. Jeśli tego nie potrafisz to jesteś na najlepszej drodze do porażki. – wracając do uzupełniania kartki.
– No to po co życzenia, skoro nie masz żadnego prezentu? W końcu on ma chyba n-te urodziny. – wciąż próbujący mnie odciągnąć od mojego celu D.
– No niestety nie mam, chociaż byłby to miłym dodatek. Liczy się pamięć i szacunek dla drugiej osoby, poza tym nie każdego stać aby dać prezent, dla każdego, a złożyć obecnie życzenia to niewielki problem i koszt, potrzebne są tylko chęci.
– Nie wiem czy naprawdę warto składać wszystkim znajomym życzenia, szczególnie kiedy nie pamiętają o twoich urodzinach. – powiedział nie przekonany D.
– A ty pamiętałeś o ich urodzinach?  –
– Tak, ale oni nie. – powiedział markotny D.
– O moich też mało kto pamiętał. Niby mam ponad „140 znajomych” na facebooku gdzie każdy ma przypomnienie o urodzinach, ale niewiele osób złożyło mi życzenia. Tylko zobacz, że czasem w życiu bywa tyle zamieszania, że zapominasz o takiej sprawie, jeśli nie masz z tą osobą ciągłego kontaktu. Jeśli nie w tym roku, to może złożą mi je w następnym roku. Staram się nie oceniać bo nie wiem jak wyglądało to z drugiej strony.
– Chyba masz rację. – powiedział D i zamilkł na chwilę.
Kiedy skończyłem pisać zapytał:
– A propos jak opowiadanie?
– Ech, muszę w końcu usiąść i je dokończyć. Cały czas je odkładam na później, ale wypadałoby je skończyć. – odpowiadam zakłopotany.
– To może weź się do roboty i je skończ. Ja muszę iść do sklepu. Cześć!
– Cześć!

Najtrudniejszy tekst

Dla mnie najtrudniejszym tekstem nie jest jakiś dialog czy skomplikowany opis abstrakcyjne sytuacji czy sceny. Dla mnie najtrudniejszym tekstem jest ostatnia wiadomość, którą otrzymają bliscy w momencie mojej śmierci. Nikt nie poprawi go po Tobie, nie wydasz do niego erraty lub objaśnienia, która przekaże to co miałeś na myśli. Bliscy zinterpretują go przez swój obraz postrzegania świata, bardzo możliwe, że mocno zaburzony twoim odejściem. Można ich na to przygotować, ale nie w pełni. Bo nikt nie jest na to odporny. Siedzę tej nocy i piszę ten tekst, na wszelki wypadek, bo nie wiem co przyniesie jutro. Nasze życie jest tak kruche i ulotne, a my myślimy, że jesteśmy wyjątkowi i niezniszczalni, dopóki świat nie przypomni nam o naszym miejscu. I nie ważne kim jesteśmy, bo w momencie śmierci jesteśmy tak samo bezbronni jak w momencie narodzin. Taki jest urok tańca śmierci, w którym nie ma bogatych i biednych, świeckich i duchowny, pobożnych i grzesznych, bo wszyscy w jej obliczu są tak samo słabi.
Dlatego tworzę tekst, który ma ułatwić im na pogodzenie się z tym stanem rzeczy. Mam nadzieje, że ich nie zmartwi, ale pomoże.

Ja w pewnym stopniu już nie lękam się śmierci, ale witam się z nią jak z starą znajomą, bo kilkukrotnie się już widzieliśmy, ale za każdym razem umawiamy się na później. A im częściej ją widzę, tym łatwiej wystawiam się na ewentualne spotkanie z nią. Jestem głupcem w tym względzie, ale nie zawsze chce być mędrcem. Bo czasem muszę ulec uczuciom, które tłumię i noszę w ukryciu. Ten blog jest trochę dziwny i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. W ciągu najbliższych dni powinno pojawić się opowiadanie, a potem inne mniej markotne i ponure teksty.

Pogrzeb

Pogrzeby, to uroczystości, które zawsze wprawiają w zadumę. Byłem na pogrzeb ojca mego przyjaciela. Zmarł on nagle, chyba nikt tego się nie spodziewał. Jeszcze kilka dni temu miałem pomóc kupić dla niego prezent. Jak mawiał poeta, ks. Twardowski: „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą.”

Czasami zastanawiam się jak wyglądałby mój pogrzeb gdybym teraz umarł. Kto by na niego przyszedł, a kto nie. Co o mnie by powiedzieli i myśleli. W życiu chyba nic tak naprawdę nie osiągnąłem. Moi koledzy piszą i oddają już prace licencjackie, inżynierskie czy magisterskie, oświadczają się i szykują się do życia na własną rękę. A ja nie jako siedzę w miejscu. Udaje że wszystko jest w porządku, tworzę jedną wielką grę pozorów, bo nie chce przyznać się do porażki, którą poniosłem na wszystkich frontach. Zrozumiałem, że jestem tylko kolejnym nic nieznaczącym nieudacznikiem i nie jestem godnym wzorem do naśladowania. Wszystko co osiągnąłem jest niewarte jakiejkolwiek uwagi. Książka nad którą pracuje? Prawda jest taka, że dopóki jej skończę jest nic niewarta.

Jeśli wkrótce bym umarł, to niektórzy byliby zaskoczeni, że w pewnym stopniu jestem gotowy na takie wydarzenie. Jednak po krótkiej zadumie i uroczystości, wróciliby do swego życia. Nie wiem czy ktokolwiek zmieniłby swoje postępowanie, a ja zostałbym zapomniany przez nich i może czasem tylko ktoś odwiedziłby mój grób z okazji święta zmarłych, bo tak wypada, a za 20-30 lat nikt prócz mojej rodziny by go nie odwiedził. Bo w końcu jestem nikim. Panem nikt.

Kim jesteś i dokąd zmierzasz?

– Nie wiem i nie chce wiedzieć, nawet gdybym wiedział, to bym nie odpowiedział.
– To zła odpowiedź. Prawidłowa odpowiedź brzmi, popracuje w jakiejś korporacji, później założę firmę i może znajdę kogoś z kim ułożę sobie życie.
– Zawsze mam tak odpowiadać?
– Niestety tak. Przecież nie powiesz im czym naprawdę chcesz się zająć. To musi być tajemnica, którą zabierzesz do grobu.
– Czyli nie mogę powiedzieć nikomu.
– Niestety nie, taka jest cena jaką musisz zapłacić.
– Jest duża i zarazem mała.
– Resztę omówimy innym razem.
– A teraz kim jesteś i dokąd zmierzasz?
– Nazywam się …
Sygnał z taśmy się urywa.
– To wszystko co masz?