Archiwum kategorii: Rozmyślania

Flow

Podczas pisania muszę się wprowadzić w pewien stan. Niektórzy myślą już o wenie, natchnieniu czy inspiracji. Ale to nie to co mam na myśli. Bardziej chodzi mi o skupienie, oderwanie od rzeczywistości i skupienie się nad samym pisaniem. Taka cisza, spokój. Na myśl przychodzi mi angielskie słówko flow, ale nie w sensie przepływu czy płynięcia, a bardzo specyficznego skupienia się. Raczej oddzielenia umysłu od rzeczywistości i tworzenia w nim tekstu zanim przeleje się na papier. Chociaż można byłoby znaleźć wiele określeń na ten stan to jedno zawsze wpada mi do głowy.

Moje przemyślenia na temat druku 3d

W swoim okresie próbowałem zbudować drukarkę simply tower xl ponieważ skusiła mnie ceną. Niestety całe rozwiązanie okazało się porażką w dużym stopniu i w sumie sporo problemów wynikało z jej konstrukcji i braku mojego doświadczenia. Jednym z elementów które mnie zachęci to brak elementów drukowanych w tej drukarce, co w sumie jest sporym plusem.
Po drodze skusiłem się na okazyjnie sprzedawanego vellmana k8200, który w sumie nie był złym zakupem, ale z perspektywy czasu zbudowałbym inną konstrukcję i pewnie sporo kasy by mi zostało.

Chcesz zbudować drukarkę 3d?
Na pewno nie polecam konstrukcji w stylu bramy, czyli wszelkie prusy i3, vellman k8200 i inne podobne rozwiązania nie są najlepszym pomysłem. Dlaczego? Wynika to z ich mechaniki. Z reguły najcięższym elementem w drukarkach 3d jest stół, dosyć często mocuje się do niego jeszcze dodatkowo szkło które w przypadku stołów z laminatu ma chronić je przed uszkodzeniem, a także pozwala zlikwidować jego nierówności. Ale co to ma do rzeczy. Drukarka 3d powinna móc osiągać spore przyśpieszenia i prędkości więc ciężki stół który porusza się w często używanych osiach xy przy lżejszych konstrukcjach może powodować sporo drgań lub nawet przesuwanie się drukarki. Najsensowniejszym ruchem dla stołu jest poruszanie się w osi Z, czyli góra – dół. Te ruchy są wykonywane najrzadziej i na niewielkie odległości z reguły nie większe niż 0.1-0.3 mm w trakcie druku. W konstrukcji bramowej ekstruder porusza się po osi z i w części konstrukcji po x lub y. To dobre rozwiązanie np. do frezarki gdzie trzeba często podnosić i opuszczać frez.
Dobra frezarka nie będzie dobrą drukarką i odwrotnie, poza tym drukarkom 3d bliżej do ploterów.
Według mnie najsensowniejsza kinematyka jest w  stylu ultimakera i podobnych konstrukcjach. Ekstruder porusza się po osiach xy, a stół jest opuszczany po osi z. Czy stół powinien być podparty na 2 wałkach i mieć jedną śrubę napędową czy na większej liczbie to należy do kwestii dyskusyjnych i mocno zależy od rozmiarów drukarki i użytych materiałów. Tutaj odsyłam do literatury z  podstaw konstrukcji maszyn(np. Kurmaz) i warto obejrzeć i przeanalizować różne rozwiązania. Warte uwagi są  wózki.

Z sposobów i rodzajów stołów przy najniższym progu wejściowym najlepszym rozwiązaniem jest mk3 na którym używamy dimafixu. W mniejszym stopniu będzie on podatny na różnego rodzaju deformacje bo jest wykonany z aluminium. Dodatkowym wymaganiem z mojej strony jest używaniem zasilaczy co najmniej 24V. Czemu?
Silniki krokowe z reguły pracują w zakresie do 50V, ale im większe napięcie tym krótszy czas potrzebny jest aby były gotowe. Poza tym stół potrzebuje wtedy mniejszego prądu i szybciej się rozgrzewa. Dodatkową zaletą jest możliwość użycia cieńszych kabli do zasilania.
Ale wszyscy używają 12V!  To zaszłość głównie historyczna, wynika to z napięcia jakie oferują zasilacze atx które chętnie były używane w pierwszych generacjach drukarek 3d.  Nie widzę żadnych korzyści wynikających z 12V względem wyższych napięć w zakresie do 50V.
Z tego powodu odpada spora liczba elektronik 8-bitowych w tym najpopularniejszy ramps 1.4 z arduino mega 2560 który bez przeróbek nie zadziała z wyższym napięciem.
Jak dla mnie ramps miał sens w 2014 roku, ale obecnie lepiej kupić coś pokroju MKS sbase v1.2 lub AZSMZ.
Nie musisz się martwić kinematyką, rodzajem wyświetlacza czy rozmiarem mikrokroku. Te procesory dadzą radę niemal w każdym przypadku. Jeśli masz 8bitowca to polecam podpięcie go do jakiegoś SBC typu: raspberry pi, orange pi, olinuxino czy coś innego co obsługuje octoprint.

Podsumowania nie będzie, ale jak komuś niechce się tego czytać umieszczam małe tldr:

– Kinematyka Ultimaker, Corexy, Hbot, stół porusza się tylko w osi z
– Zasilanie 24V-50V w zależności od silników i stepsticków
– Elektronika 32 bitowa
– stół aluminium mk3
– dimafix
-stepstick z co mikrokrokiem co najmniej na poziomie 1/32

Szybko wolna lektura i opary gniewu

Dzisiejszy wieczór spędziłem głównie czytając maszynę do pisania nie licząc snu który wyrwał mnie z rzeczywistości na kilka godzin. Chociaż dzisiaj wyjątkowo nie miałem ochoty nic napisać to jednak to robię. Wyrabiam w sobie nawyk pisania każdego dnia nie patrząc na świat i swój stan. Czytając dzisiaj książkę odniosłem dziwne wrażenie, bo wydawało mi się, że czytam ją dosyć szybko, ale patrząc na to ile stron przewinęło mi się między kartkami nie było tego, aż tak wiele. Każda książka czyta się inaczej, ale te które bardzo mi się podobają znikają w niesamowitym tempie. I tu dochodzi do zabawnej sytuacji, bo książka mi się podoba, wydaje mi się, że czytam ją w miarę szybko i sprawnie, ale tak naprawdę przesuwam się dość ślamazarnym jak na mnie tempem. Wszystko przez to, że ta książka nie pozwala nie myśleć, zmusza mnie do ciągłej analizy tego co planuje napisać o Danielu widzę jakie błędy popełniłem, czego mi wcześniej brakowało, ale także widzę co robiłem dobrze. Czytając książkę cieszę się, że spotkałem na swojej drodze mniej lub bardziej znanego Gamedeca, czyli Marcina Przybyłka, prawdopodobnie będąc dla niego jedną z twarzy, która mignęła mu na konwentach. Każdemu, kto ma możliwość wybranie się na jego wykład lub prelekcję bardzo mocno polecam to zrobić. Mogę się nie zgadzać się z jego poglądami, które czasem bywają dla mnie kontrowersyjne lub dziwne, ale to wciąż osoba, której zdanie i opinię warto znać.
Miałem jeszcze wspomnieć o oparach gniewu, ale powoli dopada mnie sen.
Rano rozważałem i analizowałem postawę wykładowców na mojej macierzystej uczelni i z przykrością stwierdziłem, że niestety większości wypadków patrzą tylko siebie. Wiem, że studenci to nie grzeczny ludek, który należy głaskać i pieścić, ale czasem banda rozwydrzonych dzieciaków, które jeszcze niedojrzały do sytuacji w której się znajdują. Jednak nawet im należy się szacunek, ale czasem maniera niektórych wykładowców, szczególnie tych którzy mają wykład i ćwiczenia jednocześnie i perfidnie przeplatających te zajęcia jak im wygodnie mnie denerwuje. Bardzo rzadko szanują czas studenta, a jak pracuje to wywołuje u nich oburzenie i zdziwienie, bo student to ma tylko studiować i nic więcej, a jak nie to won na zaoczne. Wszystko ma być podporządkowane tylko uczelni i ich zajęciom i przekazanie informacji, że zajęcia lub kolokwium 2 dni przed terminem nic nieznaczny, bo przecież wiadomo, że tym okresie będzie to dla osoby, która pracuje to kwestia czy musi brać urlop czy nie, bo nie wie czy się wyrobi z czasem i czy w ogóle go dostanie. Drugą sprawą jest niechęć do używania narzędzi do komunikacji ze studentami przygotowanymi przez uczelnie, tylko uparte używanie maili grupowych do których dostęp bywa często ograniczony i nie raz występuje ryzyko, że ktoś złośliwie coś usunie.
Prędzej czy później te zmiany następują, ale najczęściej są wymuszane formalizmem, który tak samo zły jak brak chęci zmian.

Kolejny wieczór, kolejny wpis

Postanowiłem pisać regularnie, chociaż z przyjemnością poszedłbym spać zmusiłem się do napisania kolejnego wpisu, wyrobienia sobie nawyku pisania. Muszę wprowadzić w swoje życie reżim, poza tym trzeba coś robić poza pracą w korporacji. Każdy dzień ucieka, za okrągłe dla programisty 64 dni będę miał 26 lat i rzeczywistość pozbawia mnie taryfy ulgowej, zniżki studenckie w większości przypadków nie obowiązują, trzeba płacić podatki i martwić się o ubezpieczenie. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Chcę w życiu coś zmienić i odnieść sukces, ale aby to zrobić nie wolno odpuszczać sobie jak to robiłem do tej pory, trzeba pracować czasem wbrew wszystkiemu. Będę próbował pisać co dnia, chociaż 100 słów, chociaż wolałbym co najmniej 1000, ale nie od razu mi się to uda. Zrzucam tutaj kolejny raz dryfujące myśli. O tym, że powinienem mniej przeglądać strony z śmiesznymi obrazkami, zrezygnować z sesji seriali, szczególnie teraz kiedy jest martwy świąteczny sezon, to dobry okres na zmianę nawyków szczególnie, że wyrywa on z codziennej rutyny. Dzisiaj prawie znowu odpuściłem, ale jednak mimo, że praktycznie zasypiałem zacząłem pisać ten wpis. Trochę się boje, że przez to będę późno wstawał, ale od tego jest budzik i wewnętrzna mobilizacja, bo najgorszy jest pierwszy tydzień kiedy trzeba raniej wstać potem powoli staje się to nawykiem, a o wyrobienie sobie dobrego nawyku.
Załatwiłem kilka spraw, które na mnie wisiały, ale kilka jeszcze dalej czeka, bo mam jednak sporo na głowie w pracy. Trzeba ogarnąć nieszczęsny bałagan i kiedy tylko będę mógł to zacząć się rozwijać. Na razie czytam „Maszynę do pisania” Bondy, obok leży Rozmowa kwalifikacyjna dla programisty, język ansi C, praca dyplomowa, kilka sprawozdań do napisania i sterowniki do płytek które sobie kupiłem. Czas zmusić się do działania,b o czas ucieka i trzeba ruszyć do przodu, bo inaczej fale zepchną nas w przepaść.

Ktoś musi Ci pomóc!

Nie nikt nie musi Ci pomagać, chociaż brzmi to przewrotnie, ale to prawda. Nie oczekuj, że kolega lub koleżanka za Ciebie napiszę pracę, zrobi dyplom i całą resztę innych rzeczy. Bo ty nie umiesz się uczyć sam, niech ktoś Ci pomoże, albo pójdź gdzieś tam. To nie o to chodzi, że nie umiesz, tylko Ci się nie chcesz tego robić. Kojarzy się Ci z nudną i nieciekawą sprawą, a wokół dzieje się tyle ciekawych spraw. To może zerknę wiadomości, to przeczytam poradnik, to sprawdzę coś na allegro i nie zaglądałem na 9gag przez 8h. Ten filmik trwa 3 minuty, to może obejrzę, ten tylko 7 to chwila i tak znika czas. Jeszcze serial wyszedł i trzeba obejrzeć, chociaż połowę treści i tak przeskoczysz.
Najgorsza rzecz to jednak wychodzenie z nieszczęsnej tzw. strefy komfortu. Zawsze jest z tym problem, ale to normalne, ja dzisiaj próbuje znowu dlatego piszę ten tekst. Motywuje się do pisania, nawet takich wpisów, które może nie mają zbyt dużego sensu, ale czasem trzeba coś zrobić.
Ja miewam momenty, kiedy mam wszystkiego dość i się zaszywam gdzieś na uboczu, najczęściej przesypiam cały dzień i potem źle się czuję przez resztę dnia. Muszę się sam ogarnąć i nikt inny tego za mnie nie zrobi. Najlepsze co możesz zrobić to wyjść na spacer i zamknąć się ze swoimi myślami i je uporządkować, możesz się wściekać, denerwować płakać lub śmiać jak szaleniec. Potrzebujesz się z tym pogodzić co teraz jest, gdy to zrobisz po prostu pomyśl co musisz zrobić aby tak nie było i spróbuj działać, pchnij się sam z przepaści i wymuś działanie na sobie, bo nikt lepiej nie zna Ciebie jak ty sam. Dlatego ty sam musisz sobie pomóc, gdy to zrobisz kolega, koleżanka, nauczyciel lub znajomi będą wstanie Ci wskazać drogę, ale bez tego szkoda ich i twojego czasu.
Wpis jest może chaotyczny i napisany kiepskim językiem, ale to moje myśli i nie to nie publicystyka, tylko dostępny na wierzchu pamiętnik.

Zaufanie

Kiedyś było mi łatwo zaufać w pełni tej drugiej osobie. Ale im starszy jestem to tym ciężej mi to przychodzi. Może dlatego, że bywałem zbyt ufny. Wierzyłem, że naturę da się zmienić. Potrafiłem, zrobić wiele aby pomóc komuś innemu lub zawalczyć o niego. Pokładać nadzieję, kiedy nikt inny tego nie robił. Teraz po tym wszystkim, została mi garść cynizmu, wyrachowany charakter i strach przed zaufaniem. Chociaż kocham tą drugą osobę, to ciężko mi jej zaufać. Odruchowo, wręcz przygotowuje się na cios, który zada mi prosto w serce. Pewnie tego nie zrobi, ale się tego boje.
Może dlatego, że ktoś inny w tym momencie mi to zrobił i echo tej rany się przebija. Czas leczy rany, ale ich nie usuwa, wymazuje. Po nich zawsze zostaje jakieś echo, ślad i chociaż już nie boli, to strach przed kolejną pozostaje.

Coś z przeszłości

Jakiś czas temu padło pytanie o coś z mojej przeszłości. Cały czas się zastanawiam nad odpowiedzią jaką dałem. Nie była ona szczera. Powiedziałem tak jak chciałbym aby było, ale tak nie jest.
Bo nie chcę pamiętać jak to się wszystko źle skończyło. Jestem świadom moich błędów i niedoskonałości i nie oczekuje tego od nikogo innego doskonałości. Wiem, że trzeba ponosić konsekwencję swoich decyzji, a życie bywa wredne i nie raz mi o tym przypomina.
Wiem, że nie powinienem, ale chcę zachować tą dobrą część, a o źle zapomnieć, bo to wspomnienie jest stara głęboka rana. Może się zagoiła, ale gdy się mocniej dotknie, to potrafi zaboleć.
A czemu nie próbowałem coś z tym zrobić, próbowałem i zabolało to mnie jeszcze bardziej, a najmocniej to że byłem okłamywany, a potem pozbyto się mnie bo przestałem być potrzebny i zacząłem sprawiać problemy.