Archiwum kategorii: Uncategorized

Pusta kartka, ale zacząć trzeba

Siadam przed pustą kartką i próbuje odsiać myśli. Najpierw staram się sięgnąć do mijającego dnia. Mimo, że było ich mnóstwo przez cały dzień i jeszcze kłębiły się zanim otworzyłem edytor po chwili nastała pustka. Zagłębiam się w swój umysł i przypomina mi się co skłoniło mnie do powrotu do pisania. Niedawno sięgnąłem po książkę Katarzyny Bondy „Maszyna do pisania. Kurs kreatywnego pisania”. Lektura szła mi bardzo płynie wręcz z zadziwiającą lekkością. Czytając kolejne fragmenty pierwszych rozdziałów, uświadamiałem sobie, że kiedy próbowałem tworzyć książkę, robiłem to zgodnie z tzw. sztuką jak to sugerowała autorka poradnika. Jedyne co robiło za drogowskaz to porady z którejś prelekcji Marcina Przybyłka. Za jego poradą stworzyłem całą oś fabularną i rozplanowałem postacie, pomyślałem o początku i końcu powieści, o całej drodze jaką musi przebyć bohater. Największe postępy w książce uczyniłem w momencie swojego kryzysu, czy wręcz upadku. Kiedy runął cały mój świat uciekałem w tworzenie innego świata, przelewałem do niego swoje obawy i smutki, ale także radości i nadzieje. Był i jest moją ucieczką od różnych problemów, tzw. sanktuarium. Które odstawiłem na bok, bo studia ważniejsze, bo dziewczyna ważniejsza, bo za mało czasu, bo jest zmęczony, bo coś innego ważniejszego. Wszedłem do strefy komfortu i popadłem w rutynę, w której nie było miejsce na rozwój powieści. Jedynie w myślach ciągle opowiadam sobie historię Daniela Deszowskiego, ale jeśli nagle umrę to nikt jej nie pozna. Ktoś powiedział mi, że jeszcze dojrzeje i napiszę ją. Nie trzeba dojrzewać, aby pisać. Raczej pisanie może tylko przyśpieszyć ten proces. Dlatego pisz i nie patrz na świat, tylko na twój własny mały świat i opowiadaj co w nim widzisz.

Ogarnianie szafowego bałaganu

W ramach ułatwiania sobie i innym też pracy, postanowiłem powalczyć z maszyną drukującą naklejki i kluczami. Plan był następujący, wydrukować etykiety dla wszystkich kluczy, które informują do jakiej szafy pasuje dany klucz. Z racji tego, że szafy mogą trafić do różnych zespołów stwierdziłem, że najprościej będzie opisać je jako szafy A, B, C, Biblioteka i Pancerna. Po dłuższej walce z nożyczkami i naklejkami udało się okleić większość kluczy. Niestety, ale nie wszystkie etykiety chciały się trzymać, więc musiałem się posiłkować breloczkiem z opisem do czego to klucz. Prócz tego każda szafa otrzymała stosowną naklejkę przy zamku. Oczywiście nikt tego nie zauważył, ale efekty będą widoczne z czasem. W planach mam wpisanie przy każdym targecie do której szafy ma potem wrócić. Pozostaje jeszcze kwestia sprzętu nie obecnego w „mądrym” systemie, ale tę kwestię mam zamiar rozwiązać po otrzymaniu wszystkich uprawnień.

Pan Naklejka

Tym tytułem zostałem uraczony niedługo po objęciu stanowiska szafowego. Po pierwszym spotkaniu z grupą, którą się zajmuje wszelakiego rodzaju systemami do różnych ważnych rzeczy i utrudniających życie,zdecydowałem się ogarnąć i okiełznać złowrogi system, który w nazwie ma stwierdzenie, że jest mądry. W ramach dziedziczenia otrzymałem drukarkę kodów, skaner kodów i infokiosk. Po szybkim rekonesansie zorientowałem się, że każdy powinien otrzymać naklejkę, która pozwoli identyfikować użytkownika który chce skorzystać z infokiosku. W swoim entuzjazmie zdecydowałem się wysłać mail w którym poinformowałem, że wszyscy mają zarejestrować się w systemie pod groźbą problemów z otrzymywaniem sprzętu. Zadziałało to całkiem dobrze i niedługo większość osób otrzymało naklejki pytając się gdzie je przykleić. Niektórzy mieli ochotę przykleić sobie je w różne dziwne miejsca, ale jednak posłusznie wszyscy mają je na identyfikatorach. Dzięki całej akcji i nachodzenia bardziej opornych użytkowników otrzymałem tytuł Pana Naklejki.
Po udanej operacji rejestracji wystawiłem prośbę o instalację infokiosku.

Koniec przerwy

Po długiej przerwie nie jako przymuszam się do napisania tego wpisu. Mam wiele rzeczy do zrobienia, ale to też muszę w końcu zrobić. Odkładam opowiadanie historii o Daniela, czy pisaniu opowiadań w których głównym bohaterem jest Antonii. Postacie, które w razie potrzeby mógłbym użyć jako legendy. Bo znam je dobrze, chociaż nie są one mną, ani nie chce w 100% być nimi, ale każde moje doświadczenie wzbogaca ich od strony duchowej, bo przekuwam niczym kowal kawałek stali w miecz, me radości i smutki na hart ducha nieznanych nikomu postaci. Nie liczni o nich słyszeli, a tylko 1 osoba ich zna całkiem dobrze.

Brak weny czy strach przed pisaniem?

Czasami się zastanawiam, czemu nie mogę kiedy chce usiąść i pisać. Czy muszę wyćwiczyć w sobie pewien nawyk, tak jak człowiek się przyzwyczaja, że powinien się obudzić np. o 7 rano, wykąpać się, ubrać się i zjeść śniadanie, a potem pobiec do pracy na 9 rano. Ja tak nie potrafię. Budzę się o różnych porach w zależności od dnia tygodnia. Nieraz czuje się przemęczony. Nie wiem co tym wszystkim myśleć. Nie potrafię narzucić sobie jakiegokolwiek reżimu, który pomógłby mi uporządkować dzień, aby znajdować czas na każdą czynność. Na pisanie pracy, książki, sprawozdań czy oprogramowania. Mam dosyć ucieczki w prokrastynację, ale zarazem ma wrażenia, że boję się wyjść ze strefy komfortu. Że zadania mnie przerastają, a tak naprawdę tylko boję się ich podjąć. Sam nie wiem. To chyba strach połączony z lenistwem, coś z czym muszę walczyć.

Czy jest pan szpiegiem? (Opowiadanie)

– Stój! – powiedział twardy męski głos, w momencie gdy coś zimnego dotknęło jego pleców. Nie odwracaj się i nie wykonuj gwałtownych ruchów inaczej zginiesz.
To się nie dzieje naprawdę. To chyba sen. Antoni był w szoku, ale wykonał polecenie.
– Powoli zacznij iść i się nie oglądaj.
To nie może być prawda. Jestem na środku najbardziej ruchliwych ulic, a ktoś od tak mi grozi, na dodatek ma chyba pistolet.
– Czego ode mnie chcesz, jestem nikim.
– Ja tu zadaję pytania, a ty nie jesteś nikim chłopcze. Skręć w kierunku rynku i usiądź na lewym brzegu wolnej ławki przy fontannie.
Antoni zgodnie z poleceniem skręcił na rynek. Fontanna co prawda nie działała, bo była już późna jesień, ale w okolicy wciąż kręciło się mnóstwo ludzi. Mimo to nikt nie zauważył niczego podejrzanego. Każdy szedł zajęty swoim własnym życiem.
– Nie licz, że ktoś zwróci na ciebie uwagę. Gdy usiądziesz, zawiąż buta i wyjmij kartę transflash z pomiędzy płyt chodnikowych i następnie włóż ją do swego telefonu. Masz kilka minut na przejrzenie jej zawartości potem udasz się w kierunku ratusza. Nie próbuj dzwonić lub wysłać smsa i tak nie będziesz w stanie tego zrobić.
Czy to chodzi o dziurę w oprogramowaniu którą znalazłem? Myślałem, że to zamknięty temat.
– Jak wykonasz instrukcje, otrzymasz kolejne polecenie, lepiej nic nie kombinuj.
Antoni miał coś powiedzieć, ale nagle przestał czuć pistolet przy swoich plecach. Mimo to bezwiednie szedł dalej do przodu.
– To chyba, wytwór mojej wyobraźni. – szepnął do siebie. Co się ze mną dzieje? Chyba popadam w paranoje.
Ale czy na pewno?
– Lewy brzeg ławki, usłyszał słaby, ale wyraźny szept. Rozejrzał się dookoła siebie, ale nie zobaczył nikogo kto mógłby mu to powiedzieć.
– Karta pamięci. – powtórzył w myślach. Na co czekasz? – zganił się za opieszałość.
Antoni usiadł na ławce i zgodnie z instrukcją zaczął szukać karty. Zbadał dokładnie wszystko dookoła, ale nie zauważył niczego podejrzanego. Koło lewej nogi ławki, była szczelina, ale nic przy niej nie było poza gumą do żucia. Spojrzał jeszcze raz, ale płyta pod ławką była czysta. Czyżby ktoś zabrał, ją wcześniej? Nie, to nie możliwe.  Musieli ją ukryć tak, aby nikt jej nie zauważył i przypadkiem nie zabrał.
Może ta guma do żucia? Normalnie nikt by tego ruszył, a poza tym świetnie chroni przed wilgocią z zewnątrz. I nie wiele więcej się zastanawiając Antoni schylił się i przejechał butem po gumie. W ogóle nie poczuł jakieś różnicy poza zwykłą płytą. Po czym się schylił, aby zawiązać buta i sprawnym ruchem pociągną za coś co miało być popularnym środkiem odświeżającym oddech. Ku jego zaskoczeniu nie poczuł oporu, a w jego ręku znalazła się substancja konsystencją przypominającą utwardzoną modelinę. W części która znajdowała się wewnątrz szczeliny była pamięć. Antonii nie wiele więcej myśląc wyciągnął kartę, a pokrywkę skrytki wsadził z powrotem. Następnie obejrzał kartę. Wyglądała jak zwykła ze sklepu, więc po przetarciu jej styków palcami wsadził ją do telefonu i odczekał chwilę, aż urządzenie wykryje dodatkowy nośnik. Jego oczom ukazał się komunikat: „Wykryto nie autoryzowaną próbę alokacji pamięci w obszarze systemowym!”
Hmm, spreparowany firmware, ciekawe. – skomentował z lekkim uśmiechem na ustach. Dobrze, że nie używam standardowego oprogramowania inaczej pewnie przejęliby pełną kontrolę nad telefonem. Ku jego zaskoczeniu, karta wyglądała na pustą, chociaż pewnie taka naprawdę nie była.
Czyli zaszyfrowane dane, naprawdę przygotowali tą operację.
Trudno raz kozie śmierć, po czym wyraził zgodę na zaalakowanie pamięci. Jego oczom ukazał się nowy interfejs, który w moment zastąpił dotychczasowy ekran.
„Weryfikacja użytkownika”- po czym przednia kamera się poruszyła, aby z powrotem zastygnąć w bezruchu. Rozpoznano użytkownika.
Witam panie Gniecki, czy może powinienem zwracać się Antoni?
Nie podoba się panu pewnie w jaki sposób jest pan otrzymał tą pamięć i informację. Cóż gdyby nie fakt, że współpracujesz z wrogim dla firmy wywiadem, być może ta rozmowa wyglądałaby inaczej. Jednak z tego powodu muszę Ci złożyć propozycję nie do odrzucenia. Albo zgodzisz się być podwójnym agentem, albo bliskie Ci osoby zginą. Długo się zastanawialiśmy się co z panem zrobić i jak pana zmusić do współpracy. Świetnie pan odegrał niektóre sceny i zachowania, niemal w paru przypadkach uwierzyliśmy, że niektóre znajomości są już przeszłością. Ale po tym ponownie przyjrzeliśmy się dla pana przyjaciół i wtedy zrozumieliśmy, że to pański czuły punkt i próbował pan ich chronić. Nie powiem, muszę przyznać że mają spory potencjał, np. ta dziennikarka, ma w sobie tą ikrę, nie dziwię się, że tak bardzo Ci na niej zależy. Tylko po co jej mówiłeś o swoim znalezisku. Mogłeś to zachować, dla siebie nikomu nie mówić, ale nie tylko przegrałeś z korporacją, ale też ją straciłeś. W mówiłeś sobie, że tak będzie lepiej, ale czy próbowałeś o nią walczyć? Nie, więc takim wypadku nie będzie Ci pewnie przeszkadzało, jeśli powiem, że gdy się nie zgodzisz ona i jej obecny chłopak zginie. Na dodatek on umrze na jej oczach, a my powiemy czyja to wina, a potem ona będzie nas błagać o życie, a ty będziesz to wszystko tylko obserwował, nie będziesz wstanie nic zrobić. Potem zajmiemy się twoją rodziną. Szkoda, aby rodzice zginęli w wypadku samochodowym, szczególnie, że twój ojciec to naprawdę dobry kierowca. Na pewno wiele ludzi zjawi się na pogrzebie, ale nie będziesz mógł się pojawić. Cały czas będziesz musiał to obserwować i nie będziesz w stanie nic zrobić.
Radzę Ci się poważnie zastanowić, czy warto odrzucić naszą propozycje. Za chwilę podejdzie do Ciebie agent z którym przeprowadzisz krótką rozmowę. Liczę na pozytywną odpowiedź.
Nagle pojawił się komunikat na ekranie smartphona:
„Wykryto próbę wymazania zewnętrznego nośnika pamięci, Czy chcesz autoryzować?”
Antoni bez dłuższego zastanawiania się zablokował tę operację i wyjął kartę pamięci, którą schował w wewnętrznej kieszeni kurtki.
– Chyba mój software sprawuje się lepiej niż się spodziewałem. O czym ja myślę. Mam zaraz zadecydować o życiu innych ludzi, bo myślą, że pracuje dla wywiadu. Tylko czy on miał na myśli CIA czy jakaś inną korporację?
Dobra muszę jakoś dać znać komuś, że mam kłopoty. Tylko jak, podobno smsy i połączenia są zablokowane, więc na bank monitorują nadajniki. Ale nie mogą kontrolować co się dzieje w WiFi jest tego za dużo, chociaż wszystkie otwarte punkty dostępowe są podobnie kontrolowane. Co mogę zrobić. Nie zdążę się włamać do żadnego punktu dostępowego tak szybko, zresztą zaraz się zorientuje. Gdybym mógł tylko jakoś dać znak. Zaraz mogę stworzyć punkt dostępowy, możliwe, że ktoś go zauważy. Ale jak zwrócić na siebie uwagę.
Musi być otwarty i mieć chwytliwą nazwę.
W oknie nazwy wpisał: „Czy jest pan szpiegiem?”- już Antoni miał ją aktywować, ale głos za jego pleców powiedział. – Nie radzę tego robić, naprawdę myśli pan, że jest aż tak dobry. To, że nie udało nam się przejąć kontroli nad pana telefonem, nie znaczy że nie możemy zobaczyć co się na nim wyświetla. A teraz proszę oddać kartę i tak się panu nie przyda. A teraz pytanie czy myślał pan o naszej propozycji poważnie, sądzą po próbie wezwania pomocy tak, ale co jest pan wstanie zrobić. Cały czas obserwujemy pana bliskich, w razie potrzeby nie będziemy się patyczkować. I proszę tak nie stać proszę ruszyć w stronę ratusza.
– Co mam zrobić?
No i to mi się zaczyna podobać. Ma nas pan informować co wywiad planuje. Wystarczy, że pozwoli pan przejść kolejnemu backdoorowi niezauważanemu. Ale nie radzę próbować ostrzec nikogo. Niech pan nie zapomina, że cały czas mam pana na muszce. – Po czym szturchnął Antoniego w plecy pistoletem, dla pogłębienia efektu, ale zrobił on coś nieoczekiwanego. Gwałtownie odwrócił się i chwycił za pistolet. Korzystając, z zaskoczenia przeciwnika, skierował lufę w dół i łokciem uderzył go w okolice splotu słonecznego i wyrwał mu broń. W tym momencie jednak Antoni dostał kulę w prawy bok.
Osoba agenta, któremu wyrwał broń stał mężczyzna, który wyglądał, jakby przed chwilą wyszedł z banku. Miał wyciągniętą berretę, z której unosił się dym.
Czując silny ból i przypływ adrenaliny chłopak, wystrzelił w kierunku nowego przeciwnika. Trafił go w dłoń, która trzymała pistolet co spowodowało, że mimowolnie wypuścił broń. Padając na ziemię wystrzeliła trafiając rozbrojonego agenta w nogę.
W całej okolicy wybuchł popłoch. Ludzie uciekali w przerażeniu, kuląc się i chowając za czym się dało.
– Oni przez to zginą chłopcze. Nie spodziewałem się, że jesteś tak głupi.
– Jestem świadom tego ryzyka, ale wolę to niż współpracę z wami. Nigdy nie wiadomo czego potem byście chcieli, a oni i tak w tym momencie stali by się żywymi trupami, żyjącemu tak długo jak chcecie. Poza tym jakbym zginął nic byście nie zyskali. A sprawę byście wyciszyli, ale nie tym razem. Za parę minut przyjedzie policja, zaczną zadawać pytania, kim jesteście, dlaczego macie broń. Jesteście teraz spaleni, wszystkie lepsze agencje wywiadowcze będą miały wkrótce wasze zdjęcia. Odsłoniliście tą operację i za pomocą mnie nic już nie zyskacie. I nie radzę podnosić tej broni – powiedział celując w dłoń agenta, który chciał po nią sięgnąć. Następnie Antoni wyciągnął telefon i powiedział.
Next, aktywuj procedurę Tabula Rasa!
Proszę, potwierdzić. – odpowiedział telefon.
Aktywuj procedurę Tabula Rasa!
Procedura Tabula Rasa, aktywowana. Współpraca z panem to była przyjemność. Do widzenia. – Po czym ekran telefonu zgasł.
To nic, ci nie pomoże Gniecki. – powiedział agent, który próbował go wcześniej zwerbować, nie zdążył jednak nic powiedzieć, bo tym razem dosyć szybko pojawiła się policja.
Antoni patrząc na policjantów sprawnym ruchem rozłożył broń i odrzucił ją przed siebie. Podniósł ręcę, ale w tym momencie rana postrzałowa dała o sobie znać i padł omdlały do tyłu. W tym momencie agent rzucił się do broni, aby go dobić, ale policjanci w ostatnim momencie go zatrzymali.
Na ziemię! – Po czym skuli całą trójkę. Przyślijcie natychmiast karetki mamy trzech rannych, rany postrzałowe. Ranni to sprawcy zamieszania, jeden z nich jest postrzelony w nogę, drugi dostał w dłoń. W najgorszym stanie jest chłopak dostał w prawy bok i przed chwilą zemdlał na moment.
Co to kurwa było! – powiedział młodszy policjant, za chwilę podjechały kolejne radiowozy.
Nie wiem, trzeba zabezpieczyć teren, za nim się otrząsną i zlecą się gapie. Przekaż to reszcie ludzi. – powiedział starszy policjant, a następnie zwrócił się do agentów. – Kim wy jesteście?
– I don`t know, what are you talking to me. I don`t understand Polish.
– Myślicie, że wywiniecie się udając obcokrajowców, nie wiem o co poszło, ale zadbam, aby żaden z was szybko nie wyszedł.
– Szefie, z tym chłopakiem nie jest dobrze, traci dużo krwi i zaczyna mamrotać.
– Gdzie ta cholerna karetka, jesteśmy w samym centrum miasta, a czekamy na nią ponad 10 minut.
Podszedł do rannego chłopaka.
– Co z nim? – zapytał policjanta zamującego się nim.
– Nie ma dokumentów i chyba zaraz nam odleci, nim go zidentyfikujemy, zajmię nam sporo czasu.
W tym momencie zwrócił się do postrzelonego.
-Hej, nie odpływaj, nie wiem kim jesteś, nie masz dokumentów, jak masz na imię, nr telefonu, cokolwiek, aby mógł powiadomić rodzinę, bliskich czy kogo tam masz.
– Na to już za późno. – po czym stracił przytomność.

Wypalony Czas

Długo odwlekałem pisanie książki, bo coś jest w drodze, coś pilniejszego i ważniejszego. Nie byłem gotowy, aby ruszyć na serio z tekstem. To co napisałem nie było złe, powiedziałbym, że nawet dobre. Jednak od dłuższego czasu, coś mi przeszkadzało. Wewnętrzna pustka, której nie byłem wstanie załatać. Próbowałem różnych sposobów aby sobie z nią poradzić. W końcu mi się udało, zrozumiałem, że nie muszę być z kimś, aby ją zatkać. Mimo, że miło jest móc czasem kogoś przytulić i spędzić miło czas, to jednak ta druga osoba nie może być jedynym celem w życiu. Powinna być na piedestale, ale zarazem lekko z boku. Bo jeśli ją tam stawiamy na jego środku i podporządkujemy jej życie, to możemy się boleśnie rozczarować.

Ja w końcu znalazłem to co chcę w życiu robić, po tym jak straciłem pewność 5 lat temu. Wiem co mogę zrobić, aby znaleźć się w określonym miejscu za jakiś czas i wiem, że nie jestem w stanie spełnić wszystkich swoich marzeń, ale nie zamierzam tracić czasu, bo zmarnowałem go już tyle ile trzeba, to co miało zniknąć odeszło w niebyt, niczym ostatni płomień znad dogasającego ogniska. I taki okres nazywam wypalonym czasem, bo nie jest on zmarnowany, chociaż każdy tak myśli, on jest potrzebny, aby dojrzeć i dostrzec drogę, którą trzeba obrać i być gotowym, aby zrobić wszystko by na niej pozostać, aż do jej kresu.

Uczeń i Mistrz

Gdy byłem młodszy marzyłem, że udam się w wędrówkę i w trakcie niej poznam mistrza, który nauczy mnie jakieś niezwykłej umiejętności i wprowadzi w świat dorosłych. W miarę jak dorastałem, rosło we mnie przeświadczenie, że to tylko możliwe jest w książkach oraz filmach. Pewnie dalej tkwiłbym w tym przeświadczeniu, gdy nie seria pewnych zdarzeń w moim życiu, wyniku których utknąłem w martwym punkcie.

Przerwałem studia, byłem bez pracy, a moje marzenia legły w gruzach. Nie miałem, żadnego punktu zaczepienia, byłem załamany i robiłem tylko dobrą minę do złej gry. Będąc w takie sytuacji otrzymałem, bardzo dużym przypadkiem propozycję pracy.
Nie była to jakaś intratna propozycja, miałem pracować jako pomocnik serwisanta, za 8 zł za godzinę. Zakładałem tzw. przynieś, podaj, pozamiataj. Jednak mimo wszystko dla mnie to było jak światełko w tunelu. Nie wiedziałem, jeszcze co mnie czeka, ale gdybym miał znowu podjąć tą decyzję, to wybór byłby taki sam. Bo praca ta była dla mnie szkołą życia, za którą do tej pory dziękuje.
Właśnie tak poznałem C. którego teraz mogę nazwać mentorem i przyjacielem, a naszą relację jaka najbardziej oddaje określenie: uczeń i mistrz. Chociaż, nie stało się tak od razu. W pracy starałem się jak mogłem i byłem starałem się być szczery. Gdy nie dałem rady czegoś zrobić, mówiłem o tym. Robiłem co mojej mocy, aby wykonać postawione przede mną zadanie, chociaż nie zawsze mi się udawało, o czym świadczy stwierdzenie, że mogę zasnąć w każdych warunkach i pozycji. No i jeden zaprogramowany układ do licznika Geigera, który wciąż wiszę C.
Za to dużo nauczyłem się o ludziach, sprzęcie i regułach nim rządzących. Poznałem ciekawych ludzi i inaczej na nich teraz patrzę. Mimo, że czasem wracałem ubity, śmierdziałem smarem i potem, to nie narzekałem, powiem więcej lubiłem to, bo każdy wyjazd to nowa przygoda.
Zapomniałbym o najważniejszym, czyli o rozmowach. Bo bez nich nie zawiązałaby się ta dość specyficzna więź między mną, a C. Opowiadaliśmy sobie przeróżne historię, ale głównie to ja słuchałem i ewentualnie zadawałem pytania. Do tej pory zdarza mi się zadzwonić do C. i wyciągnąć go na rozmowę, która trwa min. 30 minut, że czasami aż mi głupio wobec jego rodziny.

Gdyby teraz ktoś mnie spytał: „Czy dałbym radę wrócić do walki z koparkami i leżenia pod nimi i walczenia z urwanymi kablami chowającymi się tam, gdzie jest najbardziej niewygodnie?”. Nie wiem. Pewnie dzięki temu, ruszyłem do przodu, ale to nie byłoby możliwe gdyby nie C.

Przeczucie

Czasami człowiek czuje przez skórę, że coś jest nie tak. W pewnym momencie wyczuwasz że coś się stało, ale nie wiesz co. W każdym razie nic dobrego. Nie jesteś wstanie określić źródła ani przyczyny. Jedynie co możesz co zrobić, to czekać i przygotować się mentalnie.
Z tym uczuciem jest jak złowrogimi spojrzeniami, gdy jesteśmy w centrum uwagi. Jedyne co możemy zrobić to dobrą minę do złej gry i udać że nic się nie stało i być gotowym aby odeprzeć lub zignorować atak.